czwartek, 26 kwietnia 2012
dla męższczyzn
Środki antykoncepcyjne dla meżczyzn
Autorem artykułu jest Radosław Pokrzywnicki
Najstarszą metodą zapobiegania ciąży stosowaną przez mężczyzn jest stosunek przerywany - wycofywanie członka z pochwy, tuż przed wytryskiem. Jest to metoda niebezpieczna i niestety nie zawsze skuteczna. Jakie są inne metody antykoncepcji dla mężczyzn?
Prezerwatywa
Prezerwatywa wykonana jest z cienkiej gumy. Nakłada się ją na członka w stanie erekcji przed wprowadzeniem go do pochwy. Zatrzymuje ona wyrzucany płyn nasienny zapobiegając dostaniu się plemników do szyjki macicy kobiety. Dodatkową ochronę, a przy tym większą wilgotność i mniejszenie tarcie, daje galaretka lub płyn plemnikobójczy. Dostępne na rynku prezerwatywy mają różne rozmiary, kolory, grubości i fakturę. Prezerwatywa nadaje się wyłącznie do jednorazowego użytku.
Po wytrysku, członek powininen zostać wyciągnięty wraz z prezerwatywą z pochwy. Należy przy tym mocno przytrzymywać prezerwatywę, by nasienie nie mogło przedostać się do pochwy.
Prezerwatywa ma sporo zalet. Stosowana właściwie i w połączeniu ze środkami plemnikobójczymi jest wysoce skuteczna i bardzo łatwo dostępna. Dodatkowo jest prosta w użyciu i nadaje się dla każdego mężczyzny. Co najważniejsze, chroni przed infekcjami przenoszonymi drogą płciową oraz może zapobiec rakowi szyjki macicy u kobiet.
Jako najczęściej wymieniane wady stosowania prezerwatywy, wymienia się osłabienie bodźców seksualnych oraz podrażnienie ścianek pochwy. U niektórych mężczyzn występuje również uczulenie na lateks. W takiej sytuacji zaleca się stosowanie prezerwatyw wykonanych z materiałów antyalergicznych. Ponadto, z powodu wad fabrycznych, niewielki odsetek produkowanych prezerwatyw ulega przetarciom lub mikroskopijnym pęknięciom, co z kolei może doprowadzić do niechcianej ciąży. Należy wówczas wykonać test ciążowy i niezwłocznie zgłosić się do ginekologa.
Wazekotomia
Jest to zabieg polegający na usunięciu, niewielkiego odcinka obydwu nasieniowodów u mężczyzny. Ucięte w ten sposób końcówki zostają następnie podwiązane.Po wykonaniu tej bezbolesnej operacji, nasieniowody, ponownie umieszcza się w mosznie. Zabieg ten jest stuprocentowo skuteczny - mężczyzna bardzo szybko powraca do zdrowia, a ponadto nie występują żadne zmiany w poziomie hormonów płciowych czy wyglądzie i ilości płynu nasiennego. Wazekotomia w żaden sposób nie powoduje także osłabienia popędu płciowego.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
JA CZY ONA
Nie czuję się kobietą i nie mam nic wspólnego z kobiecością. Jeszcze kilka lat temu to stwierdzenie brzmiało niewinnie i niegroźnie, bo przecież byłam dziewczyną, a nie reprezentantką kobiet. Ale teraz mam 21 lat i czuję, że moje dojrzewanie albo już się zakończyło, albo właśnie dobiega końca. Skoro do tej pory nie objawiła się u mnie tzw. kobiecość, to niewątpliwie coś jest ze mną nie tak. Nie posiadam kobiecych zainteresowań, odrzuca mnie od babskich spraw, nie rozumiem przedstawicielek płci żeńskiej i nie podzielam ich punktu widzenia. Częściej zgadzam się z opiniami, poglądami i teoriami wygłaszanymi przez facetów niż przez niewiasty.
W sukience i w kolorowym makijażu czuję się bardziej przebrana niż ubrana. Nigdy nie wychodzę z domu umalowana i odziana w ewidentnie kobiece ciuchy, bo boję się, że gdybym tak zrobiła, to wszyscy przechodnie gapiliby się na mnie jak na pstrokatego cudaka. Poza tym, w takim “kostiumie” czułabym się dziwnie, nienaturalnie i nieswojo. Nigdy nie interesowałam się modą, urodą, fabułą miłosną itp. Gdy przeglądam kobiece czasopisma i portale internetowe, wytrzeszczam oczy ze zdumienia, a potem myślę z niesmakiem: “Jak baby mogą się zajmować takimi pierdołami, kiedy Ojczyzna znajduje się w potrzebie i należy zabiegać o jej ocalenie?! Wszyscy, bez wyjątku, muszą służyć Polsce! Nie ma, że boli!”.
O osobach płci żeńskiej zawsze myślę “one” - nigdy “my”. Mam antyfeministyczne, patriarchalistyczne i maskulistyczne poglądy, a gdy dochodzi do różnorakich sporów między kobietami i mężczyznami, opowiadam się po stronie tych drugich. Najczęściej chodzę w prostych bluzkach, koszulach, swetrach, golfach, spodniach lub długich, lekkich, zwiewnych spódnicach (te ostatnie są bardzo wygodne i nie krępują nóg - zupełnie jak spodnie). Nigdy w życiu nie sięgnęłabym po buty na obcasach. Nie dałabym się również namówić na odzież podkreślającą kobiecość. Stanik powiększający biust, gorset, krótka spódniczka, top, przezroczysta bluzeczka - oto ubrania, których nie założyłabym nawet dla pieniędzy.
“Chyba miałaś być chłopakiem”
Pamiętam, że jako małe dziecko miewałam specyficzne fanaberie: przykładowo, uważałam się za chłopaka i nie chciałam uznać swojej dziewczęcej tożsamości. W przedszkolu wolałam robić to, co chłopcy (któregoś dnia przedszkolanka kazała dziewczynkom przygotować pracę plastyczną z wykorzystaniem kaszy manny, a chłopakom - z wykorzystaniem drewnianych wiór pochodzących z zastruganych kredek. Ja, oczywiście, buntowałam się przeciwko kaszy i wolałam wióry). Później, w młodszych klasach podstawówki, tragedią było dla mnie zakładanie spódniczki na uroczystości szkolne.
Jeśli chodzi o zabawki, to zawsze lubiłam prowizoryczne miecze, pistolety i “różdżki” o zastosowaniu bojowym. Moją najcenniejszą “bronią” była proca, wykonana przez dziadka specjalnie dla mnie. Nigdy nie stroniłam od przeskakiwania przez płoty. Co do kreskówek i seriali, najchętniej oglądałam te, które były wypełnione sensacją, agresją i dynamiką. W wieku dziewięciu lat założyłam klub “Ochotnicze Superbohaterki”, który promował takie wartości, jak honor, sprawiedliwość, odwaga, waleczność, wytrwałość czy wierność chrześcijaństwu. Hasła tej podwórkowej organizacji brzmiały: “Będziemy walczyć do ostatniej kropli krwi” i “Nigdy się nie poddamy”.
Gdy bawiłam się ze swoim kuzynostwem, moja babcia śmiała się ze mnie: “Natalka, ty chyba miałaś być chłopakiem!” (co to były za zabawy? Chyba jakieś pościgi i strzelaniny). Jakby tego było mało, uwielbiałam komputerowe gry-bijatyki, a w szkole często wdawałam się w bójki, przepychanki oraz szarpaniny. Jako osoba dwunasto- lub trzynastoletnia zdradziłam komuś na czacie, że źle się czuję w żeńskim ciele i że najchętniej zmieniłabym płeć. Gazetowe testy na płeć mózgu, które rozwiązywałam w starszych klasach SP i w gimnazjum, jednoznacznie wskazywały na chłopięcą umysłowość/psychikę. Obecnie miewam podobne wyniki, aczkolwiek z anglojęzycznego testu SAGE wyszła mi androgynia oraz skłonności do crossdresingu K/M.
Gimnazjalne koleżanki zarzucały mi, że chodzę i siedzę jak chłopak, mam szerokie ramiona, nie posiadam kobiecych kształtów i w ogóle jestem babochłopem. Nie rozumiałam, jak moje znajome mogą lubić się stroić, skąpo ubierać, chodzić na randki etc. Co się tyczy konfliktów, częściej zdarzały mi się kłótnie i nieporozumienia z dziewczętami niż z chłopakami. Jedyna kumpelka, jaką posiadałam, była totalną chłopczycą (pod względem wyglądu, zachowania i stylu życia). W wieku 14 lat pisałam opowiadania o wojnie w Iraku, aczkolwiek były to utwory o charakterze antywojennym.
To aseksualizm! Koniec, kropka!
Kiedy miałam 15-16 lat, ostatecznie wybrnęłam z kłopotu, stwierdzając rzecz następującą: “Nie czuję się dziewczyną, ale też nie jestem chłopakiem. Nie odczuwam potrzeby, żeby utworzyć z kimkolwiek związek. Nie lubię fizycznej czułości, gardzę nagością, seksem i erotyką. Wniosek? Jestem bezpłciowa. Jestem aseksualna. Jestem poza (lub ponad) tym wszystkim. Problem przezwyciężony, temat zamknięty”. Było to rozwiązanie proste, błyskotliwe, wiarygodne i łatwe do przełknięcia - zarówno dla mnie, jak i dla reszty społeczeństwa. A trzeba podkreślić, że w tamtych czasach (i jeszcze do niedawna) byłam bardzo konserwatywna, więc autodiagnozy typu “jestem transseksualistką” wydawały mi się niemożliwe do zaakceptowania.
Kiedy byłam dzieckiem, dostrzegałam sporo cech łączących mnie z innymi przedstawicielkami płci słabej. Teraz, gdy jestem dorosłą panią, nie widzę żadnego podobieństwa między mną a innymi kobietami. Z logicznego punktu widzenia, wraz z upływem czasu powinnam stawać się coraz bardziej kobieca. Jest jednak odwrotnie. Im więcej mam lat, tym większa przepaść oddziela mnie od pozostałych osób płci żeńskiej. Boyd Rice napisał kiedyś: “Nie jestem tolerancyjną osobą. Faktycznie z każdym dniem staję się coraz bardziej nietolerancyjny. (…) Tak jak moja tolerancja się zmniejsza, tak ich liczba wydaje się zwiększać”. Ja zaś mogę napisać: “Nie jestem kobiecą kobietą. Faktycznie z każdym rokiem staję się coraz mniej kobieca. (…) Tak jak ich kobiecość się rozwija, tak moja wydaje się zwijać”.
W Internecie otrzymuję czasem komentarze, z których wynika, że mogę być mężczyzną podszywającym się pod kobietę. Kilka razy trafiły się wypowiedzi, których autorzy dowodzili, że cierpię z powodu nieuświadomionego (podświadomego?) transseksualizmu. Naturalnie, tego typu sugestie bardzo mnie kiedyś bulwersowały. Myślałam wówczas: “Jak ja, skrajnie prawicowa konserwatystka, mogę być transpłciowa?! Nie jestem żadnym transem. Po prostu należę do osób aseksualnych. Każdy głupi wie, że aseksualny znaczy bezpłciowy”. Z drugiej strony, zdarzało mi się czytać artykuły na temat rozbieżności między płcią biologiczną a psychiczną. Lekturze takich tekstów zawsze towarzyszyły refleksje typu: “A może…?”. Mało tego. Bywało, że w chwilach słabości przychodziła mi do głowy myśl: “Kurczę, ja chyba rzeczywiście jestem transseksualna!”. Nietrudno odgadnąć, że natychmiast usuwałam takie hipotezy ze swojego umysłu.
Marzenie o burce
Większość moich znajomych to mężczyźni, bo tylko z nimi jestem w stanie się porozumieć. Nie przypominam sobie żadnej fascynującej znajomości ani pasjonującej dyskusji z dziewczyną/kobietą. Przez 3,5 roku obracałam się w środowisku narodowych radykałów, w którym przeważają reprezentanci płci silnej. Świetnie się z nimi dogadywałam, gdyż łączyła nas wspólnota poglądów i upodobań. Rozmówczynie irytują mnie o wiele szybciej niż rozmówcy. Jedyne kobiety, z którymi dobrze mi się gawędzi, to te, które mają męskie zainteresowania i sporo męskich cech. Najwspanialszy komplement, jaki kiedykolwiek otrzymałam? Trudno mi wskazać jeden, najlepszy. Wiem tylko tyle, że cieszą mnie wszelkie porównania do faceta. Zwłaszcza te, których autorami są osoby płci męskiej.
Jeśli chodzi o obelgi, to najbardziej oburza mnie fraza “jesteś kobieca/dziewczęca”. Oczywiście, bardzo rzadko otrzymuję takie komunikaty, ale nie mogę powiedzieć, że się one nie zdarzają. Gdy dociera do mnie opinia, że jestem kobieca/dziewczęca, zastanawiam się: “Jaki popełniłam błąd? Czy naprawdę nie widać, że nie chcę, aby patrzono na mnie jak na kobietę/dziewczynę? Że nie chcę być traktowana jak przedstawicielka tej płci? Noszenie luźnych (lub grubych) ubrań, neutralne zachowanie, prosta fryzura i brak makijażu nie wystarczają? Może już czas założyć burkę, czyli muzułmański strój, zaprojektowany w celu ukrycia kobiecości?”. Mam bardzo małe piersi, lecz dla mnie i tak są one zbyt duże (wolałabym być płaska jak deska). Posiadam również wąskie biodra oraz niezbyt kobiecy charakter pisma.
Kiedy ktoś mnie podrywa, przeżywam dyskomfort i upokorzenie, zatem unikam miejsc, w których mogłoby mnie to spotkać. Nie chodzę na dyskoteki ani na plażę, bo tam zwracano by uwagę na moją cielesność (fizyczną kobiecość). Mentalność mam dosyć męską, albowiem już w gimnazjum, kiedy rozmawiałam z mamą o przypadku zgwałcenia prostytutki, rodzicielka powiedziała do mnie: “Natalka, ty czasem mówisz jak chłop!”. Niedawno dowiedziałam się, że posiadam męską manierę związaną z witaniem krewnych: zwrot powitalny, wyciągnięcie ręki i nic więcej. Całowanie i przytulanie to dla mnie koszmar. Dysponuję wysokim i delikatnym głosem, jednak mój sposób mówienia i ton wypowiedzi zupełnie do niego nie pasują.
Solidarna z mężczyznami
Nienawidzę babskich stacji telewizyjnych, reklam adresowanych do kobiet oraz utworów literackich klasyfikowanych jako kobiece. Nie jestem opiekuńcza, wylewna, łagodna, empatyczna, dyplomatyczna ani pacyfistyczna. Zawsze miałam pogardliwy stosunek do własnego ciała, a zwłaszcza do tego, co wiąże się z płcią biologiczną. Nigdy nie rozumiałam kobiet, które lamentowały z powodu sterylizacji lub utraty płodności. Kiedy słuchałam (w telewizji) zwierzeń takich pań, myślałam z wyższością: “Ja bym się tym nie przejęła. W ogóle bym tego nie odczuła. Po co mi sprawny układ rozrodczy, skoro i tak nie będę z niego korzystać? Szczerze mówiąc, ucieszyłabym się, gdybym przeżyła coś takiego, jak te kobiety. Gdybym padła ofiarą napaści seksualnej, nie zaszłabym w ciążę i miałabym święty spokój”.
Lubię - oczywiście, w granicach rozsądku - antyfeministyczne dowcipy i demotywatory. Wyzwalają one we mnie reakcje typu: “Tak, właśnie takie są baby! Jak to dobrze, że ja jestem inna. Na mnie faceci nie muszą narzekać”. Z drugiej strony, bardzo mnie drażnią żarty feministyczne, androfobiczne i matriarchalistyczne. Zdarza się, że gdy obserwuję jakąś niewiastę, zastanawiam się, co o jej zachowaniu, postępowaniu lub powierzchowności powiedziałby mężczyzna. Gdy dowiaduję się o konflikcie, do którego doszło między partnerem a partnerką, rozsądniejsza wydaje mi się wersja wydarzeń przedstawiana przez faceta. Niektórzy twierdzą, że mam męski sposób pisania i stosuję ewidentnie męskie sformułowania.
Moi ulubieni bohaterowie literaccy - od Konrada z III części “Dziadów” aż po Winstona Smitha z “Roku 1984” - są płci męskiej. Nie potrafię solidaryzować się z postaciami-kobietami. Łzy rozczulenia, np. w sytuacjach rodzinnych, zawsze jawiły mi się jako haniebny akt słabości. Cenię sobie bezpośredniość, jednoznaczność i komunikatywność: zawsze muszę mieć wszystko “podane na tacy”. Nie posiadam tego czegoś, co bywa nazywane kobiecym wdziękiem i urokiem osobistym. O zalotności, kokieterii czy subtelności nawet nie wspomnę. Nowe ubrania kupuję tylko wtedy, gdy jest to konieczne (bo brakuje mi czegoś na zmianę albo stary strój uległ zniszczeniu). Nie zakładam apaszek, opasek, spinek ani innych zbędnych dodatków. Zamiast damskich torebek, których nie znoszę, wybieram plecaki i sportowe torby.
Podróż do nieświadomości
Jeśli się okaże, że faktycznie jestem transseksualistką, to będzie to wstrząs dwudziestolecia. Dlaczego właściwie o tym piszę? Bo przez lata przekonywałam bliźnich, że jestem aseksualistką i szczerze wierzyłam w swój aseksualizm. Obecnie zastanawiam się, czy moja aseksualność nie jest - że tak powiem - zakamuflowaną opcją męską. Czuję, że mam obowiązek poinformować o tym swoich Czytelników. Cóż, pragnę być uczciwa wobec siebie i innych ludzi. No i szukam odpowiedzi na pytania: “Czy w wieku 15-16 lat nie popełniłam błędu? Czy nie poszłam na łatwiznę, szufladkując się jako osoba bezpłciowa? Czy nie okłamałam samej siebie? Czy nie uciekłam od swojego kłopotu?”.
Internauci zawsze pisali, że mój aseksualizm jest jakiś dziwny i że może być zasłoną dla czegoś zupełnie innego. Fakty z mojego życia, które przytoczyłam w poprzednich akapitach, są zwykłymi błahostkami. Lecz takich drobiazgów jest naprawdę wiele. One wszystkie, połączone w jedną całość, tworzą ciekawy, acz szokujący obraz mojej osoby. Czy to możliwe, że jestem facetem uwięzionym w damskim ciele, ale brak akceptacji dla takiego stanu rzeczy spowodował, iż uznałam się za aseksualistkę? Czy przypadłość, którą u siebie odkryłam, nie jest właśnie wypartym ze świadomości transseksualizmem? Czy uwierzyłam w swój aseksualizm z takiej prostej przyczyny, że jest on bardziej “strawny” od transpłciowości?
Ktoś może spytać, dlaczego miałabym wmawiać sobie aseksualność oraz spychać do nieświadomości prawdziwe źródło problemu. Otóż dlatego, że kiedyś byłam ortodoksyjną katoliczką. Później wprawdzie przestałam wierzyć w Boga, ale przyjęłam radykalnie prawicowy światopogląd, który narzucał mi sztywne zasady moralne i skonkretyzowaną wizję rzeczywistości. Skrajna prawica to ogromne wymagania nie tylko wobec otoczenia, ale także wobec własnej osoby. Obecnie mam poglądy narodowo-lewicowe (stworzyłam ideologię zwaną Narodową SocjalDemokracją), więc zmieniło się moje spojrzenie na siebie, świat i rozmaite zjawiska społeczne. Skoro straciłam 80-90 proc. dawnych przekonań i podważyłam swoją tożsamość polityczną, to prędzej czy później musiałam zacząć się zastanawiać nad bardziej intymnymi (czytaj: niewygodnymi dla mnie samej) kwestiami.
No, więc jak to ze mną jest? Cierpię z powodu transseksualizmu, czy nie? Chcę znać prawdę na własny temat, niezależnie od tego, jak bardzo jest przerażająca. Jeśli rzeczywiście jestem transem, to pragnę zwrócić się do ludzkości słowami z wiersza Mirona Białoszewskiego: “Nie każcie mi już niczym więcej być! Nareszcie spokój”.
Natalia Julia Nowak,
18-21 kwietnia 2012 r.
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
0 
piątek, 20 kwietnia 2012
kreatywna energia
Seks – nasza kreatywna energia
Autorem artykułu jest Tomasz Sobolewski
Człowiek jako jedyna istota na Ziemi może świadomie przeżywać akt seksualny. Zwierzęta nie maja tej możliwości. Zamiast tego często tłumimy swoją energię seksualną albo jej zaprzeczamy. Jesteśmy wobec seksu, jego impulsów często zakłopotani i nie wiemy co mamy z tym począć.
Seks też pokazuje nam ogromną zależność. Do przeżywania rozkoszy potrzebny jest nam drugi człowiek.
Będąc zależnym tracimy swoją niezależność. Boimy się też prosić, boimy się też, że zostaniemy odrzuceni. Tu w bliskości, w zbliżeniu seksualnym odrzucenie może być najbardziej bolesne. Lęk przed odrzuceniem mówi nam, że lepiej nie próbować…
Jak pisze Osho: „Im ktoś jest większym egoistą, tym bardziej będzie większym przeciwnikiem seksu”
Poprzez seks wyrażamy naszą atawistyczną, zwierzęcą naturę. Może dlatego nie potrafimy się tez cieszyć seksem, bo nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego naturalnego, wręcz dzikiego pierwiastka? Głęboki akt seksualny z drugą osobą polega na odrzuceniu kontroli i własnego „Ja”. Na spotkaniu w innym wymiarze niż tym do którego przyzwyczaiła nas cywilizacja.
Zamiast tłumić swoja seksualność, wzbraniać się przed manifestowaniem jej, możemy tą energię przemienić – skierować ją w inny nowy wymiar. Jako istoty świadome możemy korzystać w sposób świadomy i pełny z radości seksu. Akt seksualny, złączenie z druga osoba to proces, którego możemy w sposób świadomy być świadkiem i obserwatorem. Stawanie się świadkiem jest również procesem zmiany energii seksualnej. Zaakceptowania również swojej zwierzęcości w sposób świadomy. Wtedy to doświadczamy zmiany energii w ciele, znikanie myśli z umysłu (brak kontroli) i rozproszenie naszego „Ja” z poziomu serca.
Wtedy też akt seksualny i spotkanie dwojga osób przestanie być działaniem nawykowym, nie stanie się rutyną…
Księgi tantryczne (Tantra – tradycja duchowego rozwoju oparta na filozofii i religiach dalekiego Wschodu), mówią, że zespolenie z drugim człowiekiem w seksie może mieć aspekt medytacyjny i prowadzić do spotkania w innym wymiarze niż seksualny. Tam gdzie się spotyka natura z boskością, tam gdzie spotykamy się z innymi bóstwami, gdzie spotyka się niebo z ziemią, gdzie widzimy piękno natury i spotykamy Boga z łaską…
W seksie spotykamy się na głębokim, intymnym poziomie z drugim człowiekiem. Przeżycie te może mieć wymiar wręcz mistyczny i niecodzienny, pod warunkiem zaakceptowania siebie i swojej seksualności. Bycia świadomym i uważnym.
Kiedy jesteśmy świadomi (nie tylko w akcie seksualnym) wtedy seks, podążając za myślą Osho, jest siłą przemienioną i zaakceptowaną w nas – staje się wtedy energią kreatywną, dzięki seksowi również stajemy się bardziej twórczy….
Czerpałem ze źródeł książki: Osho „Seks się liczy” Wydawnictwo Czarna Owca Warszawa 2009
--- Arczwartek, 19 kwietnia 2012
cos na temat seksu
Ach, ten seks!
Autorem artykułu jest Agnieszka BartoszewskaKilka słów na temat tego, że czasopisma erotyczne, a także książki poświęcone tematyce seksu mogą w bardzo pozytywny sposób wpłynąć na wiedzę człowieka dotyczącą technik seksualnych, a także tego, jak oczarować kobietę i poznać ją bliżej.
W dzisiejszych czasach seks i wszystko co się z nim wiąże bardzo mocno interesuje ludzi. Nie da się nie zauważyć, że wiele osób interesuje się seksem, ponieważ wiąże się on z przyjemnością, wspaniałymi doznaniami, burzą emocji i oczywiście z miłością i bliskością drugiej osoby. Stereotypy mówią, że to panowie najczęściej sięgają po różnego rodzaju czasopisma erotyczne, w których można znaleźć akty kobiet i wiele interesujących informacji związanych z tym aspektem życia. Jednak coraz częściej zdarza się, że również panie kierują swoje zainteresowanie w stronę seksu, który przecież jest naturalnym składnikiem życia. Bez seksu i zbliżeń między kobietą a mężczyzną przecież nie moglibyśmy istnieć, gdyż prokreacja jest jedną z podstawowych funkcji seksu. Nie da się nie zauważyć, że seks obecny jest praktycznie wszędzie. Dookoła nas możemy zobaczyć kobiety, które bardzo mocno podkreślają swoje walory. W telewizji możemy zobaczyć filmy, teledyski i programy, w których głównym tematem jest oczywiście uwielbiany przez wszystkich seks. Jeśli chodzi o Internet to nasycenie tematem seksu jest tak duże, że nie trzeba nikomu o tym mówić, bo każdy dobrze wie, że najwięcej seksualnych nowinek można znaleźć w sieci. Wiele osób z wielką chęcią sięga po publikacje, takie jak np. “Tajemnice największych uwodzicieli”, by dowiedzieć się jak z większą łatwością zawierać kontakty z płcią przeciwną i tym samym nawiązywać znajomości, które mogą prowadzić do seksualnych zbliżeń. W książkach, takich jak ta wymieniona, można znaleźć wiele trików i porad jak sprawić, że płeć przeciwna wykaże większe zainteresowanie naszą osobą. Nie tylko mężczyźni korzystają z porad jak stać się zdobywcą kobiecych serc. Panie także korzystają z porad jak zdobyć wspaniałych mężczyzn i nawiązać z nimi bliższą znajomość. Erotyka i seks, a także związki partnerskie są tematami aktualnymi stale, więc publikacje dostępne w sieci mogą bardzo pomóc w realizowaniu się w ten sferze życia. “69 gorących zabaw dla par”, “Kamasutra”, “Seksualny klucz do kobiecych emocji” to tylko niektóre z tytułów, które mogą przydać się każdemu mężczyźnie, który chce posiąść wszelkie tajemnice związane z seksualnym światem. Gdzie takie poradniki i sprawdzone metody znaleźć? Książki poświęcone tematyce seksu są idealnym rozwiązaniem, które ZAWSZE jest skuteczne. Zapraszam więc do lektury książek i czasopism, które zdradzają największe arkana seksu.
---
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
piątek, 13 kwietnia 2012
CO LUBIA KOBIETY
<h2>Co nie podoba się kobietom</h2>
<p>Autorem artykułu jest Stefan Precel</p>
<br />
Wiedza o tajemnicach kobiecego orgazmu nie na wiele zda się panom, których kobiety skreślają już na wstępie. Jeśli reprezentujesz jeden z trzech przedstawionych przez nas typów, odpadasz w przedbiegach.
Chociaż mężczyźni często uważają, że motywy, którymi kierują się kobiety, należą do nieodgadnionych tajemnic, wcale tak nie jest. Przesłanki, jakimi kierują się panie, są bardzo proste. Przedstawiamy typy zalotników, które idą do odstrzału na pierwszy ogień. <br /><br />Niechluj - śmierdzę potem, bo jestem męski<br /><br />Panowie nie kryją, że lubią kobiety ładne, zadbane, dobrze ubrane, świeże i pachnące. Nikt nie chciałby się umówić z abnegatką o przetłuszczonych włosach, która mydła i dezodoranty zna tylko z reklam.<br /><br />Z tajemniczych przyczyn wielu mężczyzn uważa, że kobiety mają zgoła inne oczekiwania, jeżeli chodzi o <a href="http://facet.interia.pl">styl</a>. Panowie ci, chcąc zapewne dogodzić babskim oczekiwaniom, paradują w przesiąkniętych potem i tytoniowym dymem, wymiętoszonych łachmanach. Za takim stylem kryje się delikatna sugestia, że nie jest się gogusiem, a jako że bozia stworzyła mnie do wyższych celów, to do spraw przyziemnych przywiązuję małą wagę. Brudne paznokcie symbolizują człowieka czynu, a obowiązkowo ubłocone buty sugerują, że ktoś prowadzi życie bujne i pełne przygód, a na drobiazgi po prostu nie ma czasu.<br /><br />Metoda ta ma jedną wadę - nie działa. Kobiety w ogóle nie łapią tych ukrytych aluzji i nie wiadomo dlaczego marszczą noski. W dodatku bardziej interesują ich lalusie, którzy posiedli tajemną wiedzę: najbardziej magiczną z magicznych różdżek jest szczoteczka do zębów. <br /><br />Gbur - mężczyzna to pan wszechświata<br /><br />Gbur to zwierzę, które występuje w dwóch podgatunkach. Gburom pospolitym nie będziemy poświęcać uwagi - oni i tak nic nie czytają. Skupimy się na przedstawicielach gbura wykształconego.<br /><br />Cechą charakterystyczną tego gatunku jest przeświadczenie, że zagadnienie wyższości mężczyzn nad kobietami nadaje się do omówienia na randce. Gbur ma zgromadzoną pokaźną wiedzę na ten temat. Przytacza badania naukowe, a w swoich opowieściach cofają się do czasów prehistorycznych. <br /><br />Gbur wykształcony czuje się bezpośrednim spadkobiercą swoich polujących na mamuty przodków, dlatego nigdy nie zapomina o nich wspomnieć. Po kilku godzinach takich czarujących wykładów (oczywiście jeśli trafi na cierpliwą osóbkę, która jeszcze nie zabrała się do domu) potomek łowców mamutów uznaje, że głupota kobiet została dostatecznie wykazana i przechodzi do drugiego punktu programu, którym jest <a href="http://facet.interia.pl">erotyka</a>. Odmowę gbur przyjmuje z umiarkowanym zaskoczeniem.<br /><br />Właściwie mógł się tego spodziewać po tej idiotce. Te głupiutkie istoty nie są w stanie docenić prawdziwie intelektualnego wysiłku i z zupełnie niezrozumiałych przyczyn wolą jakichś pajaców, którzy są dla nich mili, ale <a href="http://facet.interia.pl">styl</a> jest im zupełnie obcy.<br /><br />Sknera - kastruje kobiety z kobiecości<br /><br />Kobiety mówią: żonaty może się jeszcze rozwieść, alkoholik może się wyleczyć, złodziej może wrócić na dobrą drogę, ale jeśli twój facet to sknera - rzuć go! Sknerusy kastrują kobiety z ich kobiecości.<br /><br />Jeśli dziewczyna płaci za siebie rachunek (nie daj Boże za ciebie też) może dojść do przekonania, że jest po prostu twoim kolegą i tak też się będzie zachowywać. Zachowaj więc trochę rozwagi. Przecież z powodu paru wypadów do restauracji, kilku prezentów czy kwiatów od czasu do czasu nie pójdzie się z torbami. Szczególnie warto o to zadbać na początku znajomości. Jeśli raz pokażesz się od dobrej strony, zostanie to zapamiętane na długo.<br /><br />Kobiety zwracają uwagę na drobiazgi - jeśli jesteś na pierwszej randce, nie odmawiaj drobnego wsparcia żebrakom. Za parę złotych zbudujesz sobie wizerunek hojnego faceta, a twoja partnerka nie pomyśli "co za sknera bez serca". <br /><br />W przypadku, gdy ktoś łączy w sobie wszystkie trzy wymienione typy osobowości, psychologia i medycyna są bezsilne. Jedyne, co możemy poradzić, to bilet w jedną stronę na Planetę małp.<a href="">
---
Artykuł pocho










.jpg)



