piątek, 5 października 2012

UCZUCIA EMERYTÓW


SEKS JEST POTRZEBNY JAK POWIETRZE DO ŻYCIA



.
Autorem artykułu jest coaxil

Ostatnio pokusiłem się o przeczytanie w „Przekroju" artykułu na temat życia seksualnego Japończyków. O ile seks Japończyków mnie w ogóle nie obchodzi, o tyle zainteresowały mnie negatywne i potencjalne katastrofalne skutki nieudanego pożycia intymnego w Japonii.
Kiedyś oglądałem dwa filmy dokumentalne na temat dwóch zjawisk społecznych występujących w Japonii. Szybko oceniłem, że z Japończykami jest coś nie tak. Ale do rzeczy. Pierwszy film był o zjawisku nazywanym hikikomori. Hikikomori to młoda osoba (najczęściej nastolatek lub młody mężczyzna), która zupełnie odcina się od realnego świata zewnętrznego. Przenosi się do wirtualnego świata gier komputerowych i telewizji. Hikikomori zamykają się w swoich pokojach i nie opuszczają ich przez całe lata. W filmie pokazano wyznanie matki, która nie rozmawiała ze swoim synem od kilku lat. Z trudem też przychodziło jej wynegocjowanie aby syn wziął prysznic co kilka miesięcy. Porozumiewali się oczywiście za pośrednictwem kartek wsuwanych pod drzwiami pokoju. Drugi film traktował o pracoholizmie Japończyków i negatywnych jego skutkach na małżeństwa. Przeciętny Japończyk całe dnie spędza w pracy. Po pracy - niemal obowiązkiem jest - często spotykać się z kolegami z pracy. W ten sposób pokazujesz wszystkim, że zależy Ci na pracy, przyszłości całej firmy i w końcu wypełniasz powszechnie przyjęty etos Japończyka - prawdziwego mężczyzny. Z żoną masz nie wiele wspólnego. A co się dzieje gdy pewnego koszmarnego dnia zmuszony jesteś odejść na emeryturę? Tego dnia zostajesz w domu z kompletnie obcą Ci kobietą, która przez wiele lat zajmowała się domem, w którym spędzałeś zaledwie kilka godzin na dobę. W filmie przedstawiono kilka takich przypadków. Wypowiadały się głównie kobiety (prawdziwy samuraj przecież nie płacze) i opowiadały, że nie mogą się odnaleźć w domu z obcym mężczyzną. Wiele takich podstarzałych małżeństw cierpi na depresję.
Już wiesz jak Japończycy potrafią sobie skomplikować życie zaburzając podstawowe relacje rodzinne. Ale to dopiero początek ich problemów. Sypnę liczbami: w przedziale wiekowym 24 - 29 lat tylko ok. 25% mężczyzn i ok. 35% kobiet w Japonii założyło własną rodzinę. Tylko 34% Japończyków uprawia seks częściej niż raz w tygodniu ( w Polsce dla porównania 67%). Wg badań Durex-a, Japończycy są najmniej aktywnym seksualnie narodem na świecie. Wiele osób pewnie powie: „no tak, ale oni są przepracowani i zestresowani i o seksie nawet nie myślą". W takim razie kto mi odpowie na pytanie: dlaczego japoński przemysł pornograficzny już dawno wartością przekroczył budżet japońskiego sektora obronnego? Japończycy myślą o seksie, i to dużo, jednak współczesny Japończyk nie wie dokładnie czym jest seks i przestał zaspokajać seksem swoje popędy płciowe.
Otaku i moe. Otaku to zjawisko uwielbienia produktów masowej kultury. Moe jest tym samym tylko w wersji hardcore, czyli na poziomie obsesji. Jeśli myślisz, że na widok postaci anime i manga w Japonii piszczą tylko nastolatki, jesteś w błędzie. W kreskówkowych lolitkach masowo zakochują się mężczyźni. Moe to mężczyzna, którego dziewczyną (żoną? kochanką?) jest właśnie taka bajkowa lolitka. Ostatnio, bodajże w New York Times zrobiono reportaż o Japończyku, którego ukochaną jest podłużna poduszka z poszewką, na której wydrukowana jest jego ukochana postać z jakiejś kreskówki. Żyją sobie szczęśliwie, razem chodzą na spacery, oglądają telewizje i uprawiają seks. Tak, uprawiają seks! A raczej ukochany uprawia, zmieniając co jakiś czas poplamioną poszewkę. Szok? U nas tak, w Japonii już się pewnie do tego przyzwyczaili. Głównymi nabywcami anime- i manga-gadżetów są czterdziestoletni ojcowie i mężowie, a cały ten rynek wart jest 10 miliardów dolarów. Jako, że wiele kobiet nie jest zaspokajana przez swoich małżonków - prosperity przeżywa męska prostytucja. Oficjalnie prostytucja w Japonii jest zakazana dlatego wynajęci panowie dla niepoznaki pokrywają cześć kosztów takiego intymnego spotkania.

KAŻDY PRAGNIE BLISKOŚCI I MIŁOSCI
Można powiedzieć, że Japończycy dostosowali się jakoś do nowej rzeczywistości i mogą sprawiać wrażenie zadowolonych - więc w czym tkwi problem? W ujemnym przyroście naturalnym. Za 40 lat liczba „młodych produkcyjnych" pracujących na emerytury „starych poprodukcyjnych" (tak, tych którzy będą siedzieć w domu z depresją) zmniejszy się o połowę. Jeśli Japonia jakoś wytrzyma ten kryzys to w 2100 roku liczba Japończyków będzie o połowę niższa (obecnie 128 mln).
Wydaje mi się, że Japończycy trochę się zapędzili. Oni pędzą od stu lat. Gwałtowny rozwój przemysłowy ostatnich dekad wyczerpał całe pokolenia. Komputeryzacja, informatyzacja, "internetyzacja" legły u podstaw rozkładu podstawowych więzi społecznych. Ten ultranowoczesny świat jaki zbudowali sobie Japończycy został skonfrontowany z cały czas obecnymi w społeczeństwie japońskim konserwatywnymi wartościami, z zasadą patriarchatu na czele. Jednak ultranowoczesny, zapracowany mąż i ojciec już dawno przestał wywiązywać się ze swoich obowiązków. Japońskie szkoły od stu lat są fabrykami robotów zaprogramowanych na kilkunastogodzinny dzień pracy. Te roboty nie zostały nauczone jak budować relacje społeczne czy w końcu po co jest prokreacja.
Uważam Japonię za królika doświadczalnego ludzkości. Japończycy jako pierwsi zapłacą cenę za nadmierny rozwój, za zbyt szybkie tempo życia. Świat cały czas się rozwija ale gdzieś muszą być granice. Japonia te granice przekroczyła lub właśnie ją przekracza. Japonia osiągnęła najwyższy poziom technologiczny, który polega głównie na postępującej wirtualizacji ("internetyzacji") i zniekształceniu stosunków międzyludzkich, ze stosunkami płciowymi włącznie, co w perspektywie czasu może okazać się katastrofalne.

---
Łukasz Dudek - blog
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 22 września 2012







Życie emeryta może być intensywnie twórcze

Autorem artykułu jest AROKIS

Jestem emerytem od początku 2001 roku. Emerytura wcześniejsza nieco, ale jednak. To powoduje, że kontakt mój z ludźmi z tego przedziału czasu jakby zacieśnił się i zbliżył. Że wspomnę te wielogodzinne rozmowo-zwierzenio-narzekanio-wypróżnienio- spotkania np. w Poczekalni Przychodni Lekarskiej w…
O, nie! - Powiedzmy gdziekolwiek.
          Za zorganizowanie tych spotkań dziękuję bardzo Służbie Zdrowia RP oraz Posłankom i Posłom i Ministerstwu Tak Zwanego Zdrowia Publicznego oraz stworom NFZ, że tak skutecznie pozwalają eliminować jednostki napastliwe, nerwowe i psujące harmonię w miejscach oczekiwania w Przychodniach przyszłych pacjentów, którzy - by nimi zostać - mają przyjemność spotykać się wielokrotnie w różnych, kurnia, poczekalniach Służby Dla Oczekiwania Zdrowia.
          Tam właśnie, przed rozmową z lekarzem jedynego – czasem ostatniego niestety – kontaktu odbywają się dysputy odkrywające często wręcz odkrywcze panacea na dziś, jutro i pojutrze naszego bytu. To tam dowiedzieć się można w sposób absolutnie pewny, kto jest kto, czyli kto jest białe, bo jest białe, a kto jest czarne, bo nie jest białe i „dlaczego tego nie rozumiesz, ty moherowy chamie”. To tam doświadczenie przemawia do rozsądku. Na tych twardych krzesełkach jest kuźnia Narodowej Mądrości i istoty polityki wewnętrznej oraz zagranicznej Państwa Polskiego, jaką ona winna być! Tam powinni się edukować przyszli pracownicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych I Nie Tylko. Szkoda jednak, że młodzi tak mało potrzebują w bywać Przychodniach, a dla dzieci jest oddzielne wejście i to  pod kuratelą matek. Za każdym, coraz-to częstszym pobytem tamże, wynoszę ze sobą wiedzę tak obfitą, że mogę ją porównać jedynie do cystern pomyj, którymi wykarmić można było by setki świnek, by nie importować wieprzowiny z Niemiec i innych prawie ościennych, a podobno zaprzyjaźnionych krajów. Ci starcy - no grubo ode mnie starsi, bo co najmniej 5-7 lat - więc ci starcy, a zwłaszcza staruszki, ofiarowywali mi bezpłatnie pełną wiedzę na temat tego, co powinny np. zrobić służby specjalnie tajne, by znów zapanował porządek, dobrobyt, zaufanie, „wicie rozumicie” i spokój, a ich renty czy emerytury żeby wreszcie przekroczyły 1500 zł, a nie oscylowały około 600-800 czy mniej. Tam nadal jest żywym podział na „my i uni”. Z tym, że uni nie koreluje się Unią Europejską, a raczej wręcz odwrotnie. Otchłań mądrości życiowej (nie mylić z rzycią, choć odległość pomiędzy nią, a mózgiem to tylko około pół metra).
          I te pobyty pozwoliły mi usłyszeć takie wymiany myśli, takie zwierzenia i rady, że napisałem poniższy wierszyk. Jego czas umieściłem (domyślnie) na ławce w parku i do dziś nie wiem, dlaczego nie jest to jednak poczekalnia w Przychodni.
SPOTKANIE  DWÓCH  EMERYTÓW 
 Walduś – Halo! Chyba mi się śni!
                Józuś, to ty?
 Józuś  - No nie! Gdzie ja mam oczy?!
              Aleś mnie, Walduś zaskoczył.
              Ty w parku, tu?
              How are you?
W – Still alive, Józuś. Żyję na złość wrogom.
  J – Eeee tam. Większość już pewnie zdechła…
W – Ale niektórzy jeszcze żyć mogą.
 J – Niedługo. I pójdą do piekła.
      Chodź usiądziemy. Bolą mnie gnaty
      Odkąd wylazłem z chaty.
W – Bo się pogoda zmieni.
      Na zmianę tak mnie drą stawy…
      A ci lekarze, pieprzeni,
      Nic, tylko mają obawy.
      A jak twoje zdrowie?
 J – Nie jest najgorzej, że tak powiem.
      Mam zdrowy żołądek, prostatę i nie mam raka,
      A jak chcę lać, nie muszę szukać siusiaka…
W – Strasznie cię dawno nie widziałem…
 J – Bo mówię właśnie – w szpitalu leżałem.
      Trzymali mnie ponad pół roku.
      Z łóżka ani kroku!
W – Ojej! A co ci było?
 J – Wszystko mnie w środku nawaliło:
      Oczy, jelita, serce, ciśnienie…
W – To powiedz, Józuś, co ci w końcu było?
 J – He, He! Nie wiedzą doktory
      Na co, kurczę, umarł chory.
       Ale cztery renty się zaoszczędziło…
W – Pół roku… Nie wiesz, na co… To poważna sprawa…
  J – Walduś! O co ta wrzawa?!
       Za miesiąc się znów położę
       Na jakie pół roku, daj Boże.
       Odpocznę od żony, od domu…
       Tylko nic nie mów nikomu.
       A przy okazji renty przyoszczędzę –
       Trzeba jakoś przeżyć tę nędzę.
       Ale ja tu o sobie,
       A pogadajmy o tobie.
 W – Ja tylko by-pass’y zrobiłem
        I zęby sobie wprawiłem.
        A trochę z nudów i zgryzoty
        Nająłem się do roboty.
        Nie dość, że robię na czarno,
        To i stawkę mam marną.
  J – To, co to za fucha pieprzona?!
W – Jestem nocna ochrona.
       Pilnuję takiej jednej bramy.
 J – A co za  bramą?
W – Teren nieznany.
       A jak mi parę groszy wleci,
       To je zanoszę do dzieci.
 J – To nic sobie nie kupisz?
W – Nic.
 J – Toś ty, chłopie, chyba głupi!
      Myślę – twa przyszłość finansowa
      Jak nic, tylko chorować.
      Ja za chorowanie
      Wykupiłem mieszkanie:
      Kuchnia, dwa pokoje.-
      Żadnej choroby się nie boję.
      Leżę, a karmi mnie szpital lub dzieci!
      A renta leci.
      Zrozum, przyjacielu,
      A tych masz już niewielu,
      Że twoją pozycję w tym kraju
      Choroby oznaczają!
W - O czym ty mówisz? Jaka pozycja?
      U nas to wieńcówka, kupka i prohibicja.
       A za to, co ci ZUS płaci
       Kup se i włóż pampersa do gaci!
       A potem idź i odwiedź groby.
 J – Eeee, wiesz, na to są różne sposoby.
      Ja na pracę nie mam czasu: przez całą dobę
      Biegam po lekarzach i załatwiam se chorobę.
      Zobaczysz, jak jest przyjemnie, gdy chorujesz.
      Na własnym portfelu to odczujesz.
      Zaczniesz szukać se choroby
      To ci wyjdą ze łba zajoby.
W – Tak mi radzisz?
 J – No.
W – W moim wieku na pewno mi coś jest…
       Człowieku!
       Mam pomysł: jutro o tej porze
       Do łóżka się położę,
       Rodzinę usadzę we głowie
       I wezwę pogotowie.
       Nie oprze się lekarz rodzinnemu parciu,
      Że ja, znaczy tatuś, jestem na wymarciu.
      Jak wytrzymam ze trzydzieści dni,
      To chorobowe z pracy wypłacą mi.
 J – Nareszcie myślisz jak ta lala.
      Kombinuj tak dalej, a trafisz do szpitala.
      Ale scyzoryka
      Na początku unikaj,
      Bo jak doktorom brak wiedzy doskwiera,
      To nic tylko zaraz nóż i siekiera.
      Pamiętaj: z godnością chorujesz
      I swoje warunki dyktujesz.
W – Mów mnie tak, Józuś, mów,
       A nie będę więcej zdrów.
       Wiesz, coś mi w środku pulsuje,
       Trochę tłucze i może kłuje,
       W głowie mi się kołuje…
       No, chyba zwymiotuję.
       I czuję bardzo dobrze,
       Że jest mi raczej niedobrze…
       Ale ja jestem chory! O rany!
 J – O to chodzi, o to chodzi, kochany.
      Więcej ci nie pomogę.
      Wybrałeś słuszną drogę.
       Ja, zadzieram kiecę
      I do przychodni lecę.
      Idę tam do jednego lekarza –
      (Nie będę się wyrażał)
      Trochę bierze i nie leczy.
      Ale pisze!– Różne rzeczy…
       Numerek ci zamówić?
W – Nie. Nie musisz się trudzić.
       W szpitalu jest dyżur ostry.
       Zgłoszę się tam do siostry.
 J – No, to hej, stary!
        Do zobaczyska!
W – Trzymaj się. Daj pyska.
         I zapamiętaj, emerycie:
         Szpital – to twe godne życie!
                                                              04.05.2005 r.
                                                                   0502
---

                                                        ANDRZEJ  AROKIS
                                      www.domowezwierzadko.blogspot.com
                                              kwatermistrz@poczta.onet.eu

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Seks w cieniu kwitnącej wiśni.

Autorem artykułu jest coaxil


Ostatnio pokusiłem się o przeczytanie w „Przekroju" artykułu na temat życia seksualnego Japończyków. O ile seks Japończyków mnie w ogóle nie obchodzi, o tyle zainteresowały mnie negatywne i potencjalne katastrofalne skutki nieudanego pożycia intymnego w Japonii.

Kiedyś oglądałem dwa filmy dokumentalne na temat dwóch zjawisk społecznych występujących w Japonii. Szybko oceniłem, że z Japończykami jest coś nie tak. Ale do rzeczy. Pierwszy film był o zjawisku nazywanym hikikomori. Hikikomori to młoda osoba (najczęściej nastolatek lub młody mężczyzna), która zupełnie odcina się od realnego świata zewnętrznego. Przenosi się do wirtualnego świata gier komputerowych i telewizji. Hikikomori zamykają się w swoich pokojach i nie opuszczają ich przez całe lata. W filmie pokazano wyznanie matki, która nie rozmawiała ze swoim synem od kilku lat. Z trudem też przychodziło jej wynegocjowanie aby syn wziął prysznic co kilka miesięcy. Porozumiewali się oczywiście za pośrednictwem kartek wsuwanych pod drzwiami pokoju. Drugi film traktował o pracoholizmie Japończyków i negatywnych jego skutkach na małżeństwa. Przeciętny Japończyk całe dnie spędza w pracy. Po pracy - niemal obowiązkiem jest - często spotykać się z kolegami z pracy. W ten sposób pokazujesz wszystkim, że zależy Ci na pracy, przyszłości całej firmy i w końcu wypełniasz powszechnie przyjęty etos Japończyka - prawdziwego mężczyzny. Z żoną masz nie wiele wspólnego. A co się dzieje gdy pewnego koszmarnego dnia zmuszony jesteś odejść na emeryturę? Tego dnia zostajesz w domu z kompletnie obcą Ci kobietą, która przez wiele lat zajmowała się domem, w którym spędzałeś zaledwie kilka godzin na dobę. W filmie przedstawiono kilka takich przypadków. Wypowiadały się głównie kobiety (prawdziwy samuraj przecież nie płacze) i opowiadały, że nie mogą się odnaleźć w domu z obcym mężczyzną. Wiele takich podstarzałych małżeństw cierpi na depresję.

Już wiesz jak Japończycy potrafią sobie skomplikować życie zaburzając podstawowe relacje rodzinne. Ale to dopiero początek ich problemów. Sypnę liczbami: w przedziale wiekowym 24 - 29 lat tylko ok. 25% mężczyzn i ok. 35% kobiet w Japonii założyło własną rodzinę. Tylko 34% Japończyków uprawia seks częściej niż raz w tygodniu ( w Polsce dla porównania 67%). Wg badań Durex-a, Japończycy są najmniej aktywnym seksualnie narodem na świecie. Wiele osób pewnie powie: „no tak, ale oni są przepracowani i zestresowani i o seksie nawet nie myślą". W takim razie kto mi odpowie na pytanie: dlaczego japoński przemysł pornograficzny już dawno wartością przekroczył budżet japońskiego sektora obronnego? Japończycy myślą o seksie, i to dużo, jednak współczesny Japończyk nie wie dokładnie czym jest seks i przestał zaspokajać seksem swoje popędy płciowe.

Otaku i moe. Otaku to zjawisko uwielbienia produktów masowej kultury. Moe jest tym samym tylko w wersji hardcore, czyli na poziomie obsesji. Jeśli myślisz, że na widok postaci anime i manga w Japonii piszczą tylko nastolatki, jesteś w błędzie. W kreskówkowych lolitkach masowo zakochują się mężczyźni. Moe to mężczyzna, którego dziewczyną (żoną? kochanką?) jest właśnie taka bajkowa lolitka. Ostatnio, bodajże w New York Times zrobiono reportaż o Japończyku, którego ukochaną jest podłużna poduszka z poszewką, na której wydrukowana jest jego ukochana postać z jakiejś kreskówki. Żyją sobie szczęśliwie, razem chodzą na spacery, oglądają telewizje i uprawiają seks. Tak, uprawiają seks! A raczej ukochany uprawia, zmieniając co jakiś czas poplamioną poszewkę. Szok? U nas tak, w Japonii już się pewnie do tego przyzwyczaili. Głównymi nabywcami anime- i manga-gadżetów są czterdziestoletni ojcowie i mężowie, a cały ten rynek wart jest 10 miliardów dolarów. Jako, że wiele kobiet nie jest zaspokajana przez swoich małżonków - prosperity przeżywa męska prostytucja. Oficjalnie prostytucja w Japonii jest zakazana dlatego wynajęci panowie dla niepoznaki pokrywają cześć kosztów takiego intymnego spotkania.

Można powiedzieć, że Japończycy dostosowali się jakoś do nowej rzeczywistości i mogą sprawiać wrażenie zadowolonych - więc w czym tkwi problem? W ujemnym przyroście naturalnym. Za 40 lat liczba „młodych produkcyjnych" pracujących na emerytury „starych poprodukcyjnych" (tak, tych którzy będą siedzieć w domu z depresją) zmniejszy się o połowę. Jeśli Japonia jakoś wytrzyma ten kryzys to w 2100 roku liczba Japończyków będzie o połowę niższa (obecnie 128 mln).

Wydaje mi się, że Japończycy trochę się zapędzili. Oni pędzą od stu lat. Gwałtowny rozwój przemysłowy ostatnich dekad wyczerpał całe pokolenia. Komputeryzacja, informatyzacja, "internetyzacja" legły u podstaw rozkładu podstawowych więzi społecznych. Ten ultranowoczesny świat jaki zbudowali sobie Japończycy został skonfrontowany z cały czas obecnymi w społeczeństwie japońskim konserwatywnymi wartościami, z zasadą patriarchatu na czele. Jednak ultranowoczesny, zapracowany mąż i ojciec już dawno przestał wywiązywać się ze swoich obowiązków. Japońskie szkoły od stu lat są fabrykami robotów zaprogramowanych na kilkunastogodzinny dzień pracy. Te roboty nie zostały nauczone jak budować relacje społeczne czy w końcu po co jest prokreacja.

Uważam Japonię za królika doświadczalnego ludzkości. Japończycy jako pierwsi zapłacą cenę za nadmierny rozwój, za zbyt szybkie tempo życia. Świat cały czas się rozwija ale gdzieś muszą być granice. Japonia te granice przekroczyła lub właśnie ją przekracza. Japonia osiągnęła najwyższy poziom technologiczny, który polega głównie na postępującej wirtualizacji ("internetyzacji") i zniekształceniu stosunków międzyludzkich, ze stosunkami płciowymi włącznie, co w perspektywie czasu może okazać się katastrofalne.

 

---

Łukasz Dudek - blog

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 14 lipca 2012

DAJ ROZKOSZ KOBIECIE

Daj jej orgazm Malwina Gartner

Autorem artykułu jest alina kal


Stań się doskonałym kochankiem, znajdź punkt G i dowiedz się jak doprowadzić kobietę do wielokrotnego orgazmu.


Publikacja przeznaczona tylko dla dorosłych!






Jest wiele obszarów życia, które możesz zostawić naturalnemu biegowi rzeczy, ale spraw, o których za chwilę przeczytasz, nie warto zostawiać przypadkowi czy intuicji. Za chwilę możesz zrobić co najmniej dwie rzeczy. 

Możesz przeczytać ten tekst i zdobyć klucz do wielokrotnych orgazmów Twojej partnerki lub być zadufanym w sobie samcem, uważającym się za świetnego kochanka, któremu niepotrzebne są żadne książki. Przecież wiedza jest dla mięczaków. Jeżeli jednak uciekniesz natychmiast z tej strony, nie poznasz nigdy odpowiedzi na pytanie Kiedy Twoja partnerka udaje orgazm, a kiedy najzwyczajniej w świecie przeżywa wszechogarniającą rozkosz? Chcesz poznać odpowiedź na to oraz inne skrywane pytania? To po prostu przeczytaj ten tekst i dowiedz się... 

Jak stać się 100% kochankiem i poznać sekret długotrwałych orgazmów?

Wiem, że możesz potraktować powyższy tekst jak kolejną obietnicę bez pokrycia. Jednak jest jeden dowód na to, że autorka książki „Daj jej orgazm” jest w stanie nauczyć Cię, jak rozpalić kobietę do czerwoności. 
Wiesz, co za tym przemawia?

Ta książka to już trzecia publikacja autorki. Poprzednie dwie „Już nie będę taki szybki” i „Prawdziwy mężczyzna” nie tylko stały się zaskakującymi bestsellerami, ale także pomogły wielu mężczyznom w Polsce rozwiązać ich problemy. Jeżeli poprzednie książki Malwiny Gartner nie byłyby strzałami w dziesiątkę i nie pomagałyby Czytelnikom, to jaki sens byłoby wydawać trzecią publikację?
W jaki sposób 50 stron zmieniło życie setek mężczyzn?

Przeczytaj fragment wypowiedzi autorki na temat tego, jak odebrana była jedna z jej poprzednich publikacji pt. "Już nie będę taki szybki" 

Iść przez życie z kimś poza całym wachlarzem wspólnym mianowników oznacza również seks. Jest to tak bardzo tajemnicza, fascynująca i szeroka dziedzina ludzkiej aktywności, że od dawien dawna ludzie starali się ją opisać, poznać i wytłumaczyć jej szczegóły, by potem innym było łatwiej żyć. Tak też jest w moim przypadku.

Zrozumiałam to po wydaniu przez Złote Myśli mojego pierwszego poradnika. Miał tylko 50 stron. Co ważniejsze jednak, na jednej z nich podałam adres mojej poczty elektronicznej. Zrobiłam to, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, jakie będzie to miało konsekwencje. Od wydania codziennie otrzymuję przynajmniej jedną wiadomość. Jest to dla mnie tym cenniejsze, że czytając je, wiem, że napisanie tych kilkudziesięciu zwykłych stron dało kilku tysiącom mężczyzn, którzy poradnik przeczytali, bardzo dużo. Dało im radość i zabrało smutek. Dało pewność siebie i satysfakcję bycia mężczyzną. 



Trzy powody, które uczynią z tej książki zabójcę nudy w Waszym łóżku. 
Powód # 1 Książkę tę napisała kobieta. Któż inny może wiedzieć więcej na temat fantastycznych orgazmów?

Jeżeli chcesz naprawdę być 100% kochankiem, nie możesz bazować tylko i wyłącznie na intuicji i wiedzy zdobytej od kolegów przy piwie. W większości przypadków będą opowiadać o swoich fantazjach erotycznych, a nie o prawdziwych doznaniach. Największy paradoks, dostrzegany tylko przez prawdziwych mistrzów rozkoszy, polega na tym, że najwięcej o potrzebach kobiety powie Ci... właśnie kobieta. 
Powód # 2 Podczas jednego upojnego wieczoru możesz zmienić się w cudownego kochanka.

Możesz zaskoczyć swoją partnerkę, gdy ze zwykłego kochanka przerodzisz się w dawcę nieograniczonej rozkoszy. Wiem, skoro znasz już sekret bycia wspaniałym kochankiem, brzmiący: zapytaj swojej kobiety, czego chce w łóżku i zrób to, czego sobie życzy, a staniesz się świetnym kochankiem, to po co Ci książka za 20 zł? No i tutaj pojawia się pewna pułapka. 

Po pierwsze, kobieta nie powie Ci wszystkiego, gdyż: 
wstydzi się powiedzieć;
nie chce Cię urazić i po prostu powie Ci: jesteś świetny w łóżku, wszystko jest OK;
sama nie wie, czego tak naprawdę chce. Bo skąd ma wiedzieć o doznaniach, których nigdy nie przeżyła osobiście?

I tutaj pojawia się kolejny atut tej publikacji. Dzięki niej niespodziewanie w ciągu jednego wieczoru możesz stać się zupełnie innym kochankiem. Wyobraź sobie jej wyraz twarzy, gdy zaoferujesz jej coś, czego nigdy wcześniej nie doznała ani nawet nie czytała o tym w kobiecych pismach.
Powód # 3 Żona nie wypuści Cię z domu, czyli jak stać się największym poślubnym prezentem.

Ta książka jest przeznaczona dla wyjątkowo inteligentnych facetów. Wiesz, nędzny kochanek cały czas słyszy w swoim wnętrzu głos zazdrości. I wiesz co? Wcale mnie to nie dziwi. Nie można być pewnym siebie facetem, gdy Twoja kobieta podczas stosunku nudzi się niemiłosiernie jak nastolatka na spotkaniu klubu seniorów. W dodatku musi jeszcze przygotować na koniec aktorską, udawaną scenę pt. "kochanie byłeś wspaniały". 
Zapomnij o zdradzie

Nie dziwi mnie nawet fakt, że ciągle przeszukujesz jej SMS-y, wynajmujesz prywatnego detektywa i godzinami zwierzasz się na forum dla zdradzanych facetów. Przecież to najbardziej idiotyczny sposób, aby zapobiec dorabianiu Ci rogów. Jest o wiele prostszy i niezwykle inteligentny sposób. Jeżeli dowiesz się, jak dać swojej partnerce długotrwały i wielokrotny orgazm, każdego dnia zaskoczysz ją czymś innym w sypialni, to wtedy ona zacznie pilnować Ciebie.
Subtelna wada tej publikacji i realne niebezpieczeństwo

Żebyś realnie skorzystał z tej książki, wystarczy przeczytać ją kilkakrotnie i po prostu zastosować tę wiedzę w praktyce. Jest jednak jedna wada tej książki - ma ona prawie 260 stron. 

Ostrzegam Cię! nie staraj się wprowadzać wszystkiego naraz. Jeżeli to zrobisz, możesz w najlepszym wypadku tylko ją wystraszyć. Najlepiej, jeżeli będziesz dozował przyjemności i zaskakiwał ją każdej nocy, eksperymentując z tym wszystkim, o czym prawdopodobnie przeczytasz. 
Odkryj punkt G i doprowadź Ją do szaleństwa

Czego konkretnie nauczysz się z tej publikacji?
Dowiesz się, jak na przeróżne sposoby doprowadzić partnerkę do orgazmu.
Poznasz różne rodzaje orgazmów oraz sposoby na to, aby bliska Ci osoba przeżywała je jednocześnie.
Poznasz erotyczną mapę ciała Twojej partnerki i znajdziesz miejsca, które przy odpowiednich pieszczotach staną się "guziczkiem", przenoszącym Twoją drugą połowę do świątyni nieograniczonych doznań.
Raz na zawsze zabijesz w swojej świadomości mit, że rozmiar Twojego członka ma jakiekolwiek znaczenie. Po lekturze tej publikacji staniesz się świetnym kochankiem, który doprowadzi kobietę do szaleństwa bez użycia atrybutu męskości.
Dzięki tej książce (prawdopodobnie jako jedyny z grupy Twoich kolegów) będziesz znał dokładne miejsce, w którym znajduje się legendarny Punkt G.
Odkryjesz na nowo siłę urozmaiconych pocałunków.
Jak za pomocą słów szeptanych do ucha partnerki wzmocnić stan przeżywany przez kobietę.
Poznasz niewybaczalne grzechy mężczyzn, które są popełniane w łóżku.

Jeżeli chcesz sprawdzić siłę tej publikacji i przy okazji dowiedzieć się zupełnie za darmo, jak odnaleźć legendarny punkt G, możesz w tym miejscu pobrać darmowy fragment książki.
Zdobądź darmowy fragment e-Booka
A tak właściwie... jak mogłeś być tak beznadziejnym kochankiem?

Mam świadomość, że to, o czym napisałem powyżej, tworzy bardzo obszerną listę. Co ciekawe, to, o czym tu wspominam, to tylko wierzchołek szczytu. Jest jednak jedna przeszkoda, która może spowodować, że posiadając tę książkę, możesz dalej być przeciętnym kochankiem. Wybacz, nie mam na celu obrażania Cię, jednak 90% inteligentnych mężczyzn po przeczytaniu tej książki powie sobie w duchu: jak mogłem być tak beznadziejnym kochankiem. 

Po prostu gdy już dopadniesz tę publikację, przeczytaj ją w całości (bez obaw, jak już zaczniesz, nie będziesz mógł się oderwać). Możesz zrobić to kilkakrotnie, wtedy bardziej utrwalisz swoją wiedzę na temat tego, czego pragną kobiety. Jeżeli to zrobisz, gwarantuję Ci, że podczas Waszego kolejnego intymnego spotkania wszystko Ci się przypomni. Będziesz czuł się, jakbyś na nowo odkrył, o co tak naprawdę chodzi w kochaniu się z drugą osobą.
Jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa

Jeżeli szukasz podręcznika anatomii, ta książka nie zaspokoi Twoich potrzeb. Autorka, Malwina Gertner, zadbała o to, aby seks nie był tylko seksem. Ta publikacja pokaże Ci, że fizyczne bycie z drugą osobą i obdarowywanie jej czymś tak nieziemskim jak orgazm jest drogą do budowania szczęśliwego związku.

wiecej informacju tutaj

---

cyfrowe_centrum_jezykowe.xml audiobooki, e-prasa, e-booki, kursy językowe oraz ksiązki w językach obcych "Nie zezwalam nazmiany linków".

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

ŚMIAŁA TWÓRCZOŚĆ EMERYTA -ŻART

Życie emeryta może być intensywnie twórcze

Autorem artykułu jest AROKIS


Jestem emerytem od początku 2001 roku. Emerytura wcześniejsza nieco, ale jednak. To powoduje, że kontakt mój z ludźmi z tego przedziału czasu jakby zacieśnił się i zbliżył. Że wspomnę te wielogodzinne rozmowo-zwierzenio-narzekanio-wypróżnienio- spotkania np. w Poczekalni Przychodni Lekarskiej w…
O, nie! - Powiedzmy gdziekolwiek.

          Za zorganizowanie tych spotkań dziękuję bardzo Służbie Zdrowia RP oraz Posłankom i Posłom i Ministerstwu Tak Zwanego Zdrowia Publicznego oraz stworom NFZ, że tak skutecznie pozwalają eliminować jednostki napastliwe, nerwowe i psujące harmonię w miejscach oczekiwania w Przychodniach przyszłych pacjentów, którzy - by nimi zostać - mają przyjemność spotykać się wielokrotnie w różnych, kurnia, poczekalniach Służby Dla Oczekiwania Zdrowia.

          Tam właśnie, przed rozmową z lekarzem jedynego – czasem ostatniego niestety – kontaktu odbywają się dysputy odkrywające często wręcz odkrywcze panacea na dziś, jutro i pojutrze naszego bytu. To tam dowiedzieć się można w sposób absolutnie pewny, kto jest kto, czyli kto jest białe, bo jest białe, a kto jest czarne, bo nie jest białe i „dlaczego tego nie rozumiesz, ty moherowy chamie”. To tam doświadczenie przemawia do rozsądku. Na tych twardych krzesełkach jest kuźnia Narodowej Mądrości i istoty polityki wewnętrznej oraz zagranicznej Państwa Polskiego, jaką ona winna być! Tam powinni się edukować przyszli pracownicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych I Nie Tylko. Szkoda jednak, że młodzi tak mało potrzebują w bywać Przychodniach, a dla dzieci jest oddzielne wejście i to  pod kuratelą matek. Za każdym, coraz-to częstszym pobytem tamże, wynoszę ze sobą wiedzę tak obfitą, że mogę ją porównać jedynie do cystern pomyj, którymi wykarmić można było by setki świnek, by nie importować wieprzowiny z Niemiec i innych prawie ościennych, a podobno zaprzyjaźnionych krajów. Ci starcy - no grubo ode mnie starsi, bo co najmniej 5-7 lat - więc ci starcy, a zwłaszcza staruszki, ofiarowywali mi bezpłatnie pełną wiedzę na temat tego, co powinny np. zrobić służby specjalnie tajne, by znów zapanował porządek, dobrobyt, zaufanie, „wicie rozumicie” i spokój, a ich renty czy emerytury żeby wreszcie przekroczyły 1500 zł, a nie oscylowały około 600-800 czy mniej. Tam nadal jest żywym podział na „my i uni”. Z tym, że uni nie koreluje się Unią Europejską, a raczej wręcz odwrotnie. Otchłań mądrości życiowej (nie mylić z rzycią, choć odległość pomiędzy nią, a mózgiem to tylko około pół metra).

          I te pobyty pozwoliły mi usłyszeć takie wymiany myśli, takie zwierzenia i rady, że napisałem poniższy wierszyk. Jego czas umieściłem (domyślnie) na ławce w parku i do dziś nie wiem, dlaczego nie jest to jednak poczekalnia w Przychodni.

SPOTKANIE  DWÓCH  EMERYTÓW 

 Walduś – Halo! Chyba mi się śni!

                Józuś, to ty?

 Józuś  - No nie! Gdzie ja mam oczy?!

              Aleś mnie, Walduś zaskoczył.

              Ty w parku, tu?

              How are you?

W – Still alive, Józuś. Żyję na złość wrogom.

  J – Eeee tam. Większość już pewnie zdechła…

W – Ale niektórzy jeszcze żyć mogą.

 J – Niedługo. I pójdą do piekła.

      Chodź usiądziemy. Bolą mnie gnaty

      Odkąd wylazłem z chaty.

W – Bo się pogoda zmieni.

      Na zmianę tak mnie drą stawy…

      A ci lekarze, pieprzeni,

      Nic, tylko mają obawy.

      A jak twoje zdrowie?

 J – Nie jest najgorzej, że tak powiem.

      Mam zdrowy żołądek, prostatę i nie mam raka,

      A jak chcę lać, nie muszę szukać siusiaka…

W – Strasznie cię dawno nie widziałem…

 J – Bo mówię właśnie – w szpitalu leżałem.

      Trzymali mnie ponad pół roku.

      Z łóżka ani kroku!

W – Ojej! A co ci było?

 J – Wszystko mnie w środku nawaliło:

      Oczy, jelita, serce, ciśnienie…

W – To powiedz, Józuś, co ci w końcu było?

 J – He, He! Nie wiedzą doktory

      Na co, kurczę, umarł chory.

       Ale cztery renty się zaoszczędziło…

W – Pół roku… Nie wiesz, na co… To poważna sprawa…

  J – Walduś! O co ta wrzawa?!

       Za miesiąc się znów położę

       Na jakie pół roku, daj Boże.

       Odpocznę od żony, od domu…

       Tylko nic nie mów nikomu.

       A przy okazji renty przyoszczędzę –

       Trzeba jakoś przeżyć tę nędzę.

       Ale ja tu o sobie,

       A pogadajmy o tobie.

 W – Ja tylko by-pass’y zrobiłem

        I zęby sobie wprawiłem.

        A trochę z nudów i zgryzoty

        Nająłem się do roboty.

        Nie dość, że robię na czarno,

        To i stawkę mam marną.

  J – To, co to za fucha pieprzona?!

W – Jestem nocna ochrona.

       Pilnuję takiej jednej bramy.

 J – A co za  bramą?

W – Teren nieznany.

       A jak mi parę groszy wleci,

       To je zanoszę do dzieci.

 J – To nic sobie nie kupisz?

W – Nic.

 J – Toś ty, chłopie, chyba głupi!

      Myślę – twa przyszłość finansowa

      Jak nic, tylko chorować.

      Ja za chorowanie

      Wykupiłem mieszkanie:

      Kuchnia, dwa pokoje.-

      Żadnej choroby się nie boję.

      Leżę, a karmi mnie szpital lub dzieci!

      A renta leci.

      Zrozum, przyjacielu,

      A tych masz już niewielu,

      Że twoją pozycję w tym kraju

      Choroby oznaczają!

W - O czym ty mówisz? Jaka pozycja?

      U nas to wieńcówka, kupka i prohibicja.

       A za to, co ci ZUS płaci

       Kup se i włóż pampersa do gaci!

       A potem idź i odwiedź groby.

 J – Eeee, wiesz, na to są różne sposoby.

      Ja na pracę nie mam czasu: przez całą dobę

      Biegam po lekarzach i załatwiam se chorobę.

      Zobaczysz, jak jest przyjemnie, gdy chorujesz.

      Na własnym portfelu to odczujesz.

      Zaczniesz szukać se choroby

      To ci wyjdą ze łba zajoby.

W – Tak mi radzisz?

 J – No.

W – W moim wieku na pewno mi coś jest…

       Człowieku!

       Mam pomysł: jutro o tej porze

       Do łóżka się położę,

       Rodzinę usadzę we głowie

       I wezwę pogotowie.

       Nie oprze się lekarz rodzinnemu parciu,

      Że ja, znaczy tatuś, jestem na wymarciu.

      Jak wytrzymam ze trzydzieści dni,

      To chorobowe z pracy wypłacą mi.

 J – Nareszcie myślisz jak ta lala.

      Kombinuj tak dalej, a trafisz do szpitala.

      Ale scyzoryka

      Na początku unikaj,

      Bo jak doktorom brak wiedzy doskwiera,

      To nic tylko zaraz nóż i siekiera.

      Pamiętaj: z godnością chorujesz

      I swoje warunki dyktujesz.

W – Mów mnie tak, Józuś, mów,

       A nie będę więcej zdrów.

       Wiesz, coś mi w środku pulsuje,

       Trochę tłucze i może kłuje,

       W głowie mi się kołuje…

       No, chyba zwymiotuję.

       I czuję bardzo dobrze,

       Że jest mi raczej niedobrze…

       Ale ja jestem chory! O rany!

 J – O to chodzi, o to chodzi, kochany.

      Więcej ci nie pomogę.

      Wybrałeś słuszną drogę.

       Ja, zadzieram kiecę

      I do przychodni lecę.

      Idę tam do jednego lekarza –

      (Nie będę się wyrażał)

      Trochę bierze i nie leczy.

      Ale pisze!– Różne rzeczy…

       Numerek ci zamówić?

W – Nie. Nie musisz się trudzić.

       W szpitalu jest dyżur ostry.

       Zgłoszę się tam do siostry.

 J – No, to hej, stary!

        Do zobaczyska!

W – Trzymaj się. Daj pyska.

         I zapamiętaj, emerycie:

         Szpital – to twe godne życie!

                                                              04.05.2005 r.

                                                                   0502

---

                                                        ANDRZEJ  AROKIS

                                      www.domowezwierzadko.blogspot.com

                                              kwatermistrz@poczta.onet.eu

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 29 czerwca 2012

SEKS TABU CZY NIE

Seks w cieniu kwitnącej wiśni.


Autorem artykułu jest coaxil

Ostatnio pokusiłem się o przeczytanie w „Przekroju" artykułu na temat życia seksualnego Japończyków. O ile seks Japończyków mnie w ogóle nie obchodzi, o tyle zainteresowały mnie negatywne i potencjalne katastrofalne skutki nieudanego pożycia intymnego w Japonii.
Kiedyś oglądałem dwa filmy dokumentalne na temat dwóch zjawisk społecznych występujących w Japonii. Szybko oceniłem, że z Japończykami jest coś nie tak. Ale do rzeczy. Pierwszy film był o zjawisku nazywanym hikikomori. Hikikomori to młoda osoba (najczęściej nastolatek lub młody mężczyzna), która zupełnie odcina się od realnego świata zewnętrznego. Przenosi się do wirtualnego świata gier komputerowych i telewizji. Hikikomori zamykają się w swoich pokojach i nie opuszczają ich przez całe lata. W filmie pokazano wyznanie matki, która nie rozmawiała ze swoim synem od kilku lat. Z trudem też przychodziło jej wynegocjowanie aby syn wziął prysznic co kilka miesięcy. Porozumiewali się oczywiście za pośrednictwem kartek wsuwanych pod drzwiami pokoju. Drugi film traktował o pracoholizmie Japończyków i negatywnych jego skutkach na małżeństwa. Przeciętny Japończyk całe dnie spędza w pracy. Po pracy - niemal obowiązkiem jest - często spotykać się z kolegami z pracy. W ten sposób pokazujesz wszystkim, że zależy Ci na pracy, przyszłości całej firmy i w końcu wypełniasz powszechnie przyjęty etos Japończyka - prawdziwego mężczyzny. Z żoną masz nie wiele wspólnego. A co się dzieje gdy pewnego koszmarnego dnia zmuszony jesteś odejść na emeryturę? Tego dnia zostajesz w domu z kompletnie obcą Ci kobietą, która przez wiele lat zajmowała się domem, w którym spędzałeś zaledwie kilka godzin na dobę. W filmie przedstawiono kilka takich przypadków. Wypowiadały się głównie kobiety (prawdziwy samuraj przecież nie płacze) i opowiadały, że nie mogą się odnaleźć w domu z obcym mężczyzną. Wiele takich podstarzałych małżeństw cierpi na depresję.
Już wiesz jak Japończycy potrafią sobie skomplikować życie zaburzając podstawowe relacje rodzinne. Ale to dopiero początek ich problemów. Sypnę liczbami: w przedziale wiekowym 24 - 29 lat tylko ok. 25% mężczyzn i ok. 35% kobiet w Japonii założyło własną rodzinę. Tylko 34% Japończyków uprawia seks częściej niż raz w tygodniu ( w Polsce dla porównania 67%). Wg badań Durex-a, Japończycy są najmniej aktywnym seksualnie narodem na świecie. Wiele osób pewnie powie: „no tak, ale oni są przepracowani i zestresowani i o seksie nawet nie myślą". W takim razie kto mi odpowie na pytanie: dlaczego japoński przemysł pornograficzny już dawno wartością przekroczył budżet japońskiego sektora obronnego? Japończycy myślą o seksie, i to dużo, jednak współczesny Japończyk nie wie dokładnie czym jest seks i przestał zaspokajać seksem swoje popędy płciowe.
Otaku i moe. Otaku to zjawisko uwielbienia produktów masowej kultury. Moe jest tym samym tylko w wersji hardcore, czyli na poziomie obsesji. Jeśli myślisz, że na widok postaci anime i manga w Japonii piszczą tylko nastolatki, jesteś w błędzie. W kreskówkowych lolitkach masowo zakochują się mężczyźni. Moe to mężczyzna, którego dziewczyną (żoną? kochanką?) jest właśnie taka bajkowa lolitka. Ostatnio, bodajże w New York Times zrobiono reportaż o Japończyku, którego ukochaną jest podłużna poduszka z poszewką, na której wydrukowana jest jego ukochana postać z jakiejś kreskówki. Żyją sobie szczęśliwie, razem chodzą na spacery, oglądają telewizje i uprawiają seks. Tak, uprawiają seks! A raczej ukochany uprawia, zmieniając co jakiś czas poplamioną poszewkę. Szok? U nas tak, w Japonii już się pewnie do tego przyzwyczaili. Głównymi nabywcami anime- i manga-gadżetów są czterdziestoletni ojcowie i mężowie, a cały ten rynek wart jest 10 miliardów dolarów. Jako, że wiele kobiet nie jest zaspokajana przez swoich małżonków - prosperity przeżywa męska prostytucja. Oficjalnie prostytucja w Japonii jest zakazana dlatego wynajęci panowie dla niepoznaki pokrywają cześć kosztów takiego intymnego spotkania.
Można powiedzieć, że Japończycy dostosowali się jakoś do nowej rzeczywistości i mogą sprawiać wrażenie zadowolonych - więc w czym tkwi problem? W ujemnym przyroście naturalnym. Za 40 lat liczba „młodych produkcyjnych" pracujących na emerytury „starych poprodukcyjnych" (tak, tych którzy będą siedzieć w domu z depresją) zmniejszy się o połowę. Jeśli Japonia jakoś wytrzyma ten kryzys to w 2100 roku liczba Japończyków będzie o połowę niższa (obecnie 128 mln).
Wydaje mi się, że Japończycy trochę się zapędzili. Oni pędzą od stu lat. Gwałtowny rozwój przemysłowy ostatnich dekad wyczerpał całe pokolenia. Komputeryzacja, informatyzacja, "internetyzacja" legły u podstaw rozkładu podstawowych więzi społecznych. Ten ultranowoczesny świat jaki zbudowali sobie Japończycy został skonfrontowany z cały czas obecnymi w społeczeństwie japońskim konserwatywnymi wartościami, z zasadą patriarchatu na czele. Jednak ultranowoczesny, zapracowany mąż i ojciec już dawno przestał wywiązywać się ze swoich obowiązków. Japońskie szkoły od stu lat są fabrykami robotów zaprogramowanych na kilkunastogodzinny dzień pracy. Te roboty nie zostały nauczone jak budować relacje społeczne czy w końcu po co jest prokreacja.
Uważam Japonię za królika doświadczalnego ludzkości. Japończycy jako pierwsi zapłacą cenę za nadmierny rozwój, za zbyt szybkie tempo życia. Świat cały czas się rozwija ale gdzieś muszą być granice. Japonia te granice przekroczyła lub właśnie ją przekracza. Japonia osiągnęła najwyższy poziom technologiczny, który polega głównie na postępującej wirtualizacji ("internetyzacji") i zniekształceniu stosunków międzyludzkich, ze stosunkami płciowymi włącznie, co w perspektywie czasu może okazać się katastrofalne.

---
Łukasz Dudek - blog
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
CO MYŚLĄ EMERYCI O SEKSIE--RZĄD DYMA NAS CODZIENNIE !!!!!

wtorek, 26 czerwca 2012

SRKS I OBAWY EMERYTÓW

Czego w łóżku boją się starsi panowie? Czy problemy seksualne mężczyzn w starszym wieku różnią się od problemów młodszych panów? Sprawdź! Jaka samoocena, taki seks starszych mężczyzn... /©123RF/PICSEL Aby uzyskać odpowiedź na pytanie, jakie problemy zdarzają się mężczyznom w starszym wieku, zadano badanym pytania o charakterystyczne dla nich trudności, które wystąpiły podczas ich stosunków seksualnych w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Niemal co dziesiąty wymienił niepełny wzwód członka przed stosunkiem lub podczas stosunku. Zbyt małe potrzeby seksualne zadeklarowało 7,9 proc. badanych mężczyzn. Problemy w osiągnięciu orgazmu wskazało 4,6 proc. z nich. Tylko 1,3 proc. badanych za trudność uznało zbyt małą chęć współżycia w porównaniu z potrzebami partnerki. Odpowiedzi badanych na pytanie dotyczące dysfunkcji erekcji wskazują, że tego typu kłopoty ma prawie co trzeci z badanych mężczyzn, w tym niemal co ósmy mężczyzna w wieku 50-59 lat (13 proc.), co trzeci w wieku 60-69 lat i co drugi (55,3proc.) w wieku 70 lat i więcej. Jaki wiek, taki seks? Przyczynami pierwotnymi tej dysfunkcji u starszych mężczyzn mogą być takie czynniki, jak zmniejszenie się poziomu testosteronu, pogarszanie się stanu zdrowia i ogólnej wydolności organizmu, a także - być może to kwestia najważniejsza - zmniejszenie się lub utrata pożądania do kobiet bądź do stałej partnerki. REKLAMA Mężczyznom po 50. roku życia zadano wiele pytań, aby uzyskać obraz ich podejścia do dysfunkcji erekcji. Trzy czwarte respondentów (72,1 proc. - suma odpowiedzi "Zdecydowanie się zgadzam" i "Zgadzam się") było zdania, że problemy z erekcją pojawiające się w starszym wieku są czymś naturalnym. Dwie trzecie badanych (66,2 proc.) uważało, że zaburzenia te nie są domeną osób starszych, ale zdarzają się mężczyznom w różnym wieku. Dla ponad połowy badanych mężczyzn zaburzenia erekcji mają podłoże zarówno psychiczne, jak i fizjologiczne, zdrowotne. Zdaniem 6,1 proc. respondentów mają one pochodzenie raczej/lub tylko psychiczne, a dla prawie co trzeciego badanego (28,9 proc.) zaburzenia erekcji to problem raczej/lub tylko fizjologiczny, zdrowotny. Jaka samoocena, taki seks Badani dostrzegali też ważne, negatywne konsekwencje dysfunkcji erekcji. Prawie dwie trzecie z nich (60 proc.) uważało, że problemy z erekcją wpływają na samoocenę mężczyzny. Co czwarty respondent (24,9 proc.) stwierdził, że jego zdaniem mężczyzna, który nie jest w stanie utrzymać erekcji, nie jest w pełni wartościowy. Twierdzili tak zwłaszcza mężczyźni w wieku 60-69 lat. Mężczyźni relatywnie często (41,7 proc.) są zdania, że zaburzenia erekcji mogą doprowadzić do rozpadu związku (lub przynajmniej mieć negatywny na niego wpływ). Respondenci prezentowali zróżnicowane postawy wobec podjęcia i przebiegu leczenia dysfunkcji erekcji. Co trzeci badany (30,3 proc.) był zdania, że nie ma możliwości przeciwdziałania problemom z erekcją u osób starszych. Przeciwnego zdania był co czwarty ankietowany (24,5 proc.). Prawie połowa badanych mężczyzn (suma odpowiedzi "Raczej się zgadzam", "Zdecydowanie się zgadzam" - 46,4 proc.) uważała, że zaburzenia erekcji można zwalczyć, stosując odpowiednie środki farmakologiczne. Panowie leczą się bez konsultacji z lekarzem Dla wielu mężczyzn dysfunkcje erekcji i ich leczenie to nadal sprawa bardzo osobista lub wręcz wstydliwa. Ponad jedna trzecia (37,3 proc.) badanych była zdania, że leczenie zaburzeń erekcji powinno być zachowane w tajemnicy. Niemal tyle samo respondentów (33 proc.) ma w tym zakresie poglądy ambiwalentne. Wielu mężczyzn rozumiało i akceptowało fakt, iż kłopoty z erekcją dotyczą także ich związku. Większość z nich (59,7 proc.) wyraża pogląd, że partnerka powinna wspierać partnera w trakcie leczenia impotencji. Wiedza na temat zaburzeń erekcji i możliwości ich leczenia nie determinuje podejmowania decyzji o leczeniu (wspomaganiu farmakologicznym). Pomimo że 75,3 proc. badanych mężczyzn słyszało o tabletkach na poprawę potencji, to tylko 8 spośród tych osób, których dotyczy dysfunkcja erekcji, stosuje takie środki (w tym 2,4 proc. bez konsultacji z lekarzem). Na zadowolenie z seksu wiek nie ma wpływu! Zbadano zależność między samooceną życia seksualnego mężczyzn a ich wiekiem w minionych czterech tygodniach. Mężczyźni zostali podzieleni na trzy grupy wiekowe (50-59, 60-69 i 70 i więcej lat). Silna dodatnia korelacja wystąpiła w przypadku oceny poziomu pożądania (0,464). Mężczyźni młodsi znacznie wyżej niż starsi oceniali swój poziom pożądania. Podobnie było z poziomem ogólnego zadowolenia z życia seksualnego (0,348). Zależność między wiekiem a poziomem zadowolenia ze związku seksualnego z partnerką, choć statystycznie istotna, okazała się raczej niska (0,293). Wysoki współczynnik korelacji wystąpił natomiast w przypadku oceny pewności, że mężczyzna mógłby mieć i utrzymać wzwód (0,500). Oznacza to, że u mężczyzn starszych pewność ta jest znacznie niższa. Zbadano także zależność między wiekiem a znaczeniem seksu w życiu mężczyzny. Dodatni współczynnik korelacji (0,447) wskazuje, że w młodszej grupie wiekowej seks odgrywa zdecydowanie bardziej istotną rolę niż w przypadku mężczyzn starszych. Okładka książki "Seksualność Polaków" autorstwa prof. Zbigniewa Izdebskiego /INTERIA.PL Zaprezentowany fragment pochodzi z książki prof. Zbigniewa Izdebskiego "Seksualność Polaków na początku XXI wieku". Książka wydana zostanie przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Śródtytuły pochodzą od redakcji. "Chciałoby się powiedzieć - nieco górnolotnie - że doczekaliśmy się 'Polskiego Kinseya'. Trwało to długo: pierwsze opracowania Kinseya - pioniera badań nad seksualnością człowieka - pochodzą z połowy XX wieku. (...) Trzeba wyraźnie podkreślić, że opracowanie to stawia nas w absolutnej czołówce światowej nauki o seksualności współczesnego człowieka" - tak o książce wypowiada się prof. Andrzej Jaczewski. "Niewiele jest w piśmiennictwie światowym prac tego typu i książkę można uznać za znaczącą w rozwoju nauki" - komentuje książkę prof. Zbigniew Lew-Starowicz. Źródło informacji:

poniedziałek, 18 czerwca 2012

11 Rzeczy o penisie o których nie miałeś pojęcia.

Autorem artykułu jest Malandro

Czasami wydaje się nam że s słyszeliśmy/widzieliśmy już wszystko. Oto 11 faktów dotyczacych penisa i seksu o których mogłeś wcześniej nie wiedzieć.

1. Palenie papierosów może skrócić Twojego penisa nawet o 1 centymetr! Erekcje wymagają odpowiedniej sprawności naczyń krwionośnych. Substancje zawarte w papierosach upośledzają czynność układu krwionośnego obniżając tym samym siłę wzwodu. Palenie zmniejsza również ilość ejakulatu (wytrysku), obniża ilość plemników oraz upośledza ich funkcje.

2. Orgazm u mężczyzny trwa średnio 6 sekund, u kobiety natomiast 23. Oznacza to że jeżeli kobietom rzeczywiście zależy na równouprawnieniu powinny zadbać o co najmniej 4 orgazmy mężczyzny na każdy ich jeden.
adam
3. Najstarszym stworzeniem posiadającym penisa był morski skorupiak o wdzięcznej nazwie Colymbosathon ecplecticos (w tłumaczeniu: doskonały pływak z dużym penisem).

4. Okazuje się że lepiej wyglądający mężczyźni mają zdrowsze i silniejsze nasienie. Grupa hiszpańskich naukowców pokazała kilkudziesięciu kobietom zdjęcia mężczyzn z różną jakością nasienia. Na podstawie fotografii kazano im wybrać najbardziej atrakcyjnych. Wynik: najwyższe oceny dostali mężczyźni z najzdrowszą spermą.

5.Mózg nie jest Ci potrzebny przy wytrysku. Sygnał uwolnienia nasienia wysyłany jest bowiem z rdzenia kręgowego.

6.Niemieccy naukowcy stwierdzili że statystyczny stosunek trwa 2 minuty 50 sekund. Co ciekawe w odczuciu kobiet trwa on 5 minut 30 sekund. Nie wiadomo skąd wynika ta rozbieżność.

7. Powiększenie prostaty może powodować zarówno zaburzenia erekcji jak również przedwczesny wytrysk. Jeżeli masz problemy z którymkolwiek z powyższych odwiedź czym prędzej swojego lekarza.

8. Człowiekiem który za pomocą swojego penisa pozbawił dziewictwa najwięcej kobiet był prawdopodobnie Fatefehi - król wysp Tonga. W latach 1770-1784 pozbawił on dziewictwa 37 800 kobiet co daje siedem dziewic dziennie.

9. Penis człowieka jest 4-5 razy dłuższy od członków niektórych przedstawicieli naczelnych. Penis goryla ma np.: zaledwie 3centymetry.

10. Długość penisa większości mężczyzn wynosi  pomiędzy 13 a 15 centymetrów. Co ciekawe niezwykle duży odsetek mężczyzn nie jest zadowolony z wymiarów swojego prącia i chciałoby powiększyć swoją męskość gdyby tylko znało sposób.

11.Najczęstszą przyczyną uszkodzeń penisa jest zbyt energiczna masturbacja.
Informacje pochodzą z Amerykańskiego wydania Mens Health.
Więcej ciekawostek na temat penisa znajdziesz na stroniewww.powiekszacz.pl
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 14 czerwca 2012


Podryw na portalach społecznościowych

Autorem artykułu jest Praktyczne porady

Portale społecznościowe to znakomite narzędzie do podrywania. Szczególnie osoby nieśmiałe często z nich korzystają do zrobienia wstępnego wywiadu i selekcji kandydatek.
Ich dużą zaletą w kwestii podrywu jest to, że mimo aury „społeczności” są to głównie narzędzia do podglądania nawzajem swojego życia. Można się z nich sporo dowiedzieć. Konkurencja jednak nie śpi i działania na portalu społecznościowy muszą być dobrze przemyślane. Czas zacząć podrywanie na serwisach społecznościowych!
Zacząć musisz od budowy własnego profilu. Musi być ciekawy bo jeśli zginie w tłumie to Twoje szanse przepadną razem z nim. Główne zdjęcie to podstawa. Musi przyciągać wzrok ale niech nie będzie wulgarne. Możesz sobie w ten sposób narobić więcej problemów niż zyskać. Pozostałe zdjęcia też muszą być ciekawe. Bądź na nich w centrum uwagi podczas robienia ciekawych rzeczy. Ordynarnie się też lansuj. Na pierwszy rzut oka może to być śmieszne ale w stylistyce portalu społecznościowego jest to akceptowalne a nawet pożądane. Uważaj tylko na zbytnie samochwalstwo – to zawsze źle wychodzi. Nie bądź też ekshibicjonistą publikującym o sobie wszystkie możliwe informacje. Tajemniczość jest zawsze w cenie. Staraj się też nie koloryzować za bardzo i nigdy nie kłam! Odrobina naginania rzeczywistości to w kontaktach damsko – męskich rzecz naturalna, zwłaszcza na początku znajomości i drobnostki są potem puszczane w niepamięć bądź są okazją do stworzenia anegdot. Poważne kłamstwa jednak zawsze wychodzą na jak i jeśli szukasz kogoś na poważnie to może się to okazać katastrofalne w skutkach.
Kiedy upatrzysz sobie już dziewczynę to napisz do niej bezpośrednio. Nie baw się w komentarze pod zdjęciami. Traktuj je co najwyżej jako dodatek po wysłaniu wiadomości. Sama treść wiadomości musi być ciekawa, oryginalna i dobrze zatytułowana. Urwane zdania to niezły chociaż oklepany sposób na tytułowanie wiadomości. Jeśli chcesz podrywać w Internecie to musisz mieć lekkie pióro (klawiaturę?). Spróbuj nawiązać do czegoś na jej profilu. Mogą to być podobne zainteresowania a także jakieś zdjęcie. Cokolwiek byle tylko mieć punkt zaczepienia a nie komplementować po prostu jej wyglądu bo takich wiadomości czytała już co najmniej dziesiątki i większość, jeśli nie wszystkie, zignorowała. Jeśli wybrałeś sobie na cel kobietę bardzo atrakcyjną to musisz wiedzieć, że takich wiadomości jak Twoja trochę otrzymuje. Liczba wszystkich wiadomości może nawet przekraczać setkę dziennie. I to bardzo wyraźnie. Jeśli Twój profil nie będzie przyciągał uwagi to możesz być całkowicie zignorowany, nawet bez czytania wiadomości. Trzeba się z tym liczyć na portalach społecznościowych, bo to nie serwis randkowy.
Jeśli zdobędziesz już jej uwagę to jesteś mniej więcej w takim samym punkcie jak po nawiązaniu kontaktu na ulicy czy na dyskotece. Nie masz tylko jej numeru telefonu, w najlepszym wypadku namiary przez komunikator internetowy. Postępuj spokojnie, pozostawaj trochę tajemniczy ale staraj się szybko zdobyć numer telefonu by umówić się w „realu”. Samo gadanie przez Internet do niczego nie prowadzi. Kiedy zdobędziesz już jej numer telefonu, postępuj według standardowej metody, którą do tej pory powinieneś mieć już w małym palcu.
Pomyślnych łowów!
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

poniedziałek, 4 czerwca 2012

MIĘDZY EROSEM A SEXSEM

Między Erosem a seksem….

Autorem artykułu jest Tomasz Sobolewski

Żyjemy w czasach gdzie erosa kojarzy się z erotyzmem lub/i z pożądaniem seksualnym.
Czym jest Eros?
Eros we wczesnej mitologii jest stwórcą życia na Ziemi. ……
Gdy ziemia była jeszcze pusta i jałowa on tchnął życie w gliniane formy mężczyzny i kobiety. Używając do tego fallicznych strzał zrodził życie. Sam Eros już zawarł w sobie seks. Obok takich bogów jak Chaos, Gea (Matka Ziemia) i Tartarus (władca Hadesu) był jednym z pierwszych bogów.
Eros jest siłą, który nas przyciąga. Istotą Erosa jest to, że pociąga nas ku czemuś lub do kogoś. Seks nas tylko popycha  Eros jest pchnięciem do zjednoczenia, jedności z naszymi własnymi możliwościami oraz jedności ze znaczącymi dla nas osobami przy których odkrywamy swoją potencję i swoje możliwości. Jest tęsknotą, która prowadzi do szlachetności, poświęceń i szukania wzorców dobrego życia. Eros to stan bycia.
Różnice pomiędzy
Seks z czasem został oddzielony od Erosa. Teraz się seks określa jako stan pomiędzy wzrastającym napięciem (podniecenie) i jego wyzwoleniem.  O ile seks szuka zaspokojenia to eros jest ciągłym pragnieniem, dążeniem do rozwinięcia się.
Tam gdzie w związkach decyduje seks – dla nabrzmiałych organów szukamy przyjemności, ulgi i zaspokojenia. Dzięki erosowi chcemy tworzyć świat i być oddani. Chcemy się rozwijać i szukamy pierwiastków twórczych w sobie.
W seksie zwracamy uwagę na nasze organy i na techniki „kochania się”. Eros unosi się ponad to dzięki wyobraźni i nie manipuluje organami. Tańczy radośnie i kocha.
Seks jest potrzebą, eros pragnieniem  i właśnie ta domieszka pragnienia komplikuje miłość. Celem stosunku seksualnego jest osiągnięcie orgazmu – zaspokojenie. Eros chce penetracji – chce trwać. Eros szuka jedności poza orgazmem z drugą bliską osobą. Doświadczenia wspólnego i przekroczenia nowych wymiarów. Gdy po seksie zazwyczaj chce nam się spać, eros powala nam czuwać i delektować się bliskością drugiej osoby. I właśnie to pragnienie jedności z naszym partnerem rodzi czułość, bo to eros a nie seks jest źródłem czułości. To eros dąży do ustanowienia w pełni związku między dwiema osobami. To dwie osoby tęskniące za sobą chcą przekroczyć próg swojej samotności i poczuć autentyczną jedność.
Pragnienie chce trwania a nie zaspokojenia. Eros prowadzi nas do przekraczania samych siebie. Gdy Goethe napisał: „Kobieta prowadzi nas ku wyżynom” możemy napisać dokładniej: „Eros, napotykając kobietę, prowadzi nas ku wyżynom”. Dla starożytnych seks był czymś oczywistym. Ale dopiero wtedy gdy Antoniusz zobaczył Kleopatrę poczuł siłę erosa.
Dla św. Augustyna eros jest siłą, która prowadzi do Boga.
Szekspir również znał prawdę erosa. Miłość pomiędzy Romeo i Julią połączy ze sobą nienawidzące się rody……
---
http://tomaszsobolewski.pl/
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

poniedziałek, 28 maja 2012

JAKIE IMIĘ MA MIŁOŚĆ

Miłość niejedno ma imię… a może jednak?

Autorem artykułu jest Błażej Bednarski


Czas walentynek kojarzy się przede wszystkim z listami miłosnymi, serduszkami oraz okazywaniem miłości. Warto byłoby się jednak zastanowić nad kilkoma pytaniami. Czym tak naprawdę jest miłość? Dlaczego, pomimo jednej nazwy, przyjmuje ona różne postacie w zależności od relacji dwóch osób?

Czy rzeczywiście miłość niejedno ma imię, a może jednak jest inaczej, tylko, że nie do końca nią rozumiemy?

http://angel-doc.blogspot.com/

Odpowiadając na te pytania powinniśmy zacząć od zrozumienia miłości, jej definicji oraz jej wizerunku kreowanego we współczesnym świecie.

Zadając pytanie czym jest miłość, przeciętny człowiek zachodu opisze ją jako romantyczne uczucie do drugiej osoby, stan zakochania, specyficzną chemię miedzy dwiema osobami. Jej symptomy to permanentny stan uniesienia, „motylki w brzuchu” i obsesyjne myślenie o Tej szczególnej osobie. 

Proste, prawda? Niestety nie do końca, bo po chwili namysłu okazuje się, że to nie wszystko. Miłość to także uczucie, którym darzy się rodziców, rodzeństwo, swoje dzieci, przyjaciół a nawet zwierzęta a tu nie ma „motylków w brzuchu”. Mało tego, w przeciętnym małżeństwie dwoje współmałżonków, także nie jest w stanie permanentnej szczęśliwości.

Więc zadajmy sobie jeszcze raz pytanie: Czym jest miłość i czy to to samo co stan zakochania?

Miłość, tak jak rozumieją ją Europejczycy i Amerykanie, istnieje jedynie w zachodniej rzeczywistości społecznej. Dla wielu mieszkańców naszej planety jest ona po prostu obca. Według konstruktywistów miłość to charakterystyczny „konstrukt” społeczny, ukształtowany w długiej historii kultury euroamerykańskiej, instytucja spełniająca pewne cele społeczne, społeczna iluzja, swoista utopia konsumpcyjna i współczesna postreligia.[1]

Jednym z popularnych wyobrażeń miłości jest promowana przez przemysł rozrywkowy i media miłość romantyczna, która charakteryzuje się nieskończonym stanem zakochania, romantyzmu, fizycznej chemii pomiędzy partnerami oraz ograniczania sobie nawzajem wolności w imię uczucia do drugiej osoby. 

Ludzie, którzy uwierzyli w taką wizję kochania utożsamiają miłość ze stanem zauroczenia i traktują ją jak narkotyk „Z” sprzedawany pod nazwą „Miłość” w filmach, reklamach i książkach. Wciąż dążą do bycia na „haju” a kiedy tego nie dostają, szukają nowego dilera albo stają się sfrustrowani. Dodatkowo czują się usprawiedliwieni do nadmiernej kontroli drugiej osoby i budują swoiste złote klatki dla siebie i innych. Konsekwencją tego stanu jest często rozczarowanie relacjami partnerskimi, co doprowadza do: znudzenia związkiem, przemocy, uciekania w nałogi czy też rozwodów. Osoby takie obdarzają także pozostałych bliskich podobnym, nieco mniej romantycznym uczuciem, w którym powielają ten sam model relacji. Doprowadza to do nadmiernej kontroli dzieci, uzależnienia emocjonalnego od rodziców oraz niezbyt przyjemnych relacjami z przyjaciółmi.

Zupełnie inną perspektywę daje nam miłość dojrzała. Koncepcję tę promują psychologowie, filozofowie i terapeuci. Twierdzą oni, że prawdziwa miłość to uniwersalny stan człowieka.

Za Frommem przez miłość rozumie się:

Dawanie siebie innym, stan gdy więcej radości czerpie się z dawania niż brania.Gdy drugi człowiek, obdarzany uczuciem, budzi głębokie i żywe zainteresowanie; zachowaniem powinna kierować troska o dobro tej osoby.Odpowiedzialność za zaspokajanie potrzeb osoby kochanej, w tym głównie potrzeb psychicznych.Poszanowanie dla odmienności drugiego człowieka, pozwalanie na rozwój jego indywidualności.Staranie, by jak najlepiej poznać osobę kochaną.

Na miłość partnerską składa się jeszcze stan zakochania i czynnik świadomy, a więc decyzja, by być z drugą osobą, poświęcać jej uwagę i troskę.[2]

Podsumowując uniwersalna, dojrzała miłość jest rozumiana jako pełna akceptacja drugiej osoby, obdarowywanie jej sobą oraz dawanie szerokiego pola wolności do realizacji siebie.

Takie rozumienie kochania powoduje eliminację większości problemów w relacjach międzyludzkich. Dwie osoby nie czują rozczarowania, ponieważ nie oczekują niczego od siebie, partnerzy nie próbują zmieniać się nawzajem, ponieważ oboje siebie akceptują, nie czują się osaczeni, bo dają sobie wolność. To wszystko w imię miłości i nadziei, że druga osoba także kocha, niezależnie czy mówimy o partnerze, dziecku czy  przyjacielu.

Z takiej perspektywy miłość staje się uniwersalną wartością, którą można przypisać do wszystkich relacji potocznie rozumianych jako miłość.

Czy łatwo kochać w dzisiejszym świecie? Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć, ale pamiętajmy, że miłość to nie stan zauroczenia  tylko głębokie, dojrzałe uczucie, którego trzeba się nauczyć, by być szczęśliwym z drugim człowiekiem. Podczas szkoleń psychospołecznych i sesji coachingowych uczestnicy często konfrontują się z tym problemem, więc może warto się czasem samemu nad tym zastanowić.

 

„Jeżeli coś kochasz, daj mu wolność. Jeżeli wróci do Ciebie, jest Twoje. Jeżeli nie wróci, oznacza to, że nigdy od początku Twoje nie było.”

Salomon

 

 

Błażej Bednarski

 

[1]Tomasz Szlendak: Architektonika romansu. O społecznej naturze miłości erotycznej.. Warszawa: Oficyna Naukowa, 2002, s. 125-172

[2]Fromm E. (1971). O sztuce miłości

---

Błażej Bednarski - coach, trener, doradca zawodowy. Właściciel firmy Four Elements.

Four Elements powstało z myślą o wspieraniu w rozwoju i edukacji osób pragnących osiągnąć sukces w życiu zawodowym jak i osobistym oraz pragnących odnaleźć wewnętrzną równowagę i satysfakcję z życia.

Cel swój firma Four Elements realizuje poprzez coaching zawodowy, kariery i życiowy dla menedżerów, pracowników i osób prywatnych. Prowadzi także szkolenia tematyczne z zakresu kompetencji menedżerskich, komunikacji i negocjacji, psychologii osobowości oraz umiejętności handlowych.

Firma Four Elements łączy nowoczesne metody szkoleniowe, innowacyjną technologię i psychologię z odnajdywaniem równowagi w życiu. Podczas coachingów, szkoleń i warsztatów stosowana jest zintegrowana metoda rozwoju w której kładziony jest nacisk na wsparcie w czterech głównych obszarach tj. wiedzy teoretycznej, motywacji do działania, wartości i emocji, oraz analizy rzeczywistości.

 

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 4 maja 2012

SEX PO PIECDZIESIATCE

Dobry seks po pięćdziesiątce?

Autorem artykułu jest Med Adviser


Ludzie młodzi nie wyobrażają sobie seksu osób dojrzałych, które spokojnie czytają gazety i oglądają seriale, czekając na kolejną emeryturę…  Badania wykazały jednak, że seks pod 60-tce jest o niebo lepszy od tego, jaki ludzie uprawiali w wieku czterdziestu lat! Dlaczego?

Najczęściej wymienianym powodem jest niemożność zajścia w ciążę. Wiadomym jest, że młodzi ludzie najczęściej obawiają się dziecka przez fakt, że nie chcą niszczyć swojej kariery, albo nie są dostatecznie ustabilizowani finansowo, aby podjąć się kolejnego wychowania małego szkraba. Kolejnym powodem z pewnością jest spokój i ustatkowanie rodzinne. Dzieci już dorosłe, wybyły z domu i nie trzeba zajmować się ich problemami, czy stresować tym, że zaraz ktoś wejdzie do sypialni, jak za dawnych czasów! Seks po 60 roku życia może być nadal bardzo ekscytujący. Co prawda nie jest to już seks tak bardzo spontaniczny i porywczy jak dawniej – ale nadal jest bardzo przyjemną częścią życia.

W podeszłym wieku ludzie traktują to raczej jako przeżycie duchowe, pełne ciepła i troski. Nikt już nie czuje kompleksów, nie chce wypaść nader dobrze przed swoją partnerką bądź partnerem. Związek w tym wieku oparty jest na akceptacji, zaufaniu, trosce o drugą osobę. O ile dusza chce i pragnie, to ciało nie zawsze chce współpracować… jednak i na to wynaleziono już wiele sposobów ! Medycyna poszła na tyle w przód, że nie należy martwić się kłopotami z erekcją u mężczyzn, czy suchością pochwy u kobiet. Istnieje wiele leków, specyfików które pomogą w takich sytuacjach. Czytanie erotycznych opowiadań, oglądanie filmów o zabarwieniu erotycznym z pewnością również okaże się przydatne ! Ważnym jest również, aby nie wstydzić się i w razie potrzeby udać się do lekarza. Wiele dojrzałych osób, które mają za sobą młode lata – krępuje się tematu seksu uważając, że to już ich nie dotyczy. Przez co, kiedy zawitają do nich problemy związane z tą intymną sferą – poddają się i ograniczają swoją czułość do przytulania i całowania. Nie powinno tak być !

To, że włosy pokrył wiekowy szron, a ciało nie jest tak sprawne jak dawniej nie znaczy, że dojrzali ludzie nie są wewnętrznie piękni i nie mogą czerpać radości z życia seksualnego! Viagra pomoże w kłopotach związanych z erekcją, żele intymne podczas boleści u kobiet. Wygodny materac, odpowiednio dobrane poduszki i lekkie pozycje pozwolą na dogodne spożytkowanie czasu spędzonego w łóżku. Dieta również musi być odpowiednia – zdrowe tłuszcze, chude białka i antyoksydanty – ta mieszanka sprawi, że seks będzie wspaniały ! Ważna jest gra wstępna – przytulanie, całowanie, szeptanie czułych słów do ucha… To wszystko jest priorytetowym i nie wolno o tym zapomnieć.  Ważnym jest również to, by dbać wyjątkowo o swoje zdrowie, o ciśnienie, serce, stawy. Inwestowanie w bieliznę, różnego rodzaju produkty erotyczne – zabawki, filmy, przebrania – to wszystko pomoże w utrzymaniu zdrowej i dobrej aktywności seksualnej. Nie należy wstydzić się, krępować – należy rozmawiać o tym, czego pragnie wnętrze, a i ciało zacznie nadawać na tych samych falach!

---

Zaprzyjaźniony serwis - www.SklepikSeniora.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Czy wielkość penisa ma znaczenie ?

Autorem artykułu jest Kamil Sobczak


Jak długiego chciałbyś mieć penisa, jaki powinien być jego rozmiar podczas zwodu i jaki jego obwód ? Czy czasami nie powiesz sobie, że im więcej tym lepiej ? Niestety, a może na szczęście to nie gabaryty penisa się liczą. Są bardziej istotne dla kobiety sprawy, niż Twój „malutki".

Filmy pornograficzne wykreowały idealnego penisa bestię. W filmach rozmiar się liczy, ale czy ma to związek z rzeczywistością ? Z przeprowadzonych pomiarów, wynika że męskie penisy podczas zwodu, osiągają rozmiary mieszczące się w granicach 11 - 17 centymetrów. Są to rozmiary idealne, biorąc pod uwagę fakt, że długość pochwy kobiety ma od 7 do 11 centymetrów. W związku z takim stanem, dłuższy penis, żadnej z kobiet nie jest potrzebny. Jeśli nawet Twój penis nie osiąga tym minimalnych 11 centymetrów, to wcale nie znaczy, że nie możesz być świetnym kochankiem. Przecież nie o to chodzi, aby sięgać penisem, aż po jelita partnerki. To by jej sprawiało niewyobrażalny ból, a seks dla Was obojga powinien być przyjemny.

W wywiadach z kobietami, które miały kilku partnerów, niemal jednoznacznie uzyskano informacje, że długość penisa nie ma znaczenia. Bardziej istotny jest taki czynnik, jak umiejętności partnera i jego doświadczenie. Mężczyzna z wielką „pałą", nie będzie idealnym kochankiem, jeśli nie będzie potrafił zaspokoić kobiety. Na dodatek wielkie gabaryty penisa, wykluczają go jako idealnego partnera.

Pochwa kobiety jest bardzo elastyczna i dostosowuje się do obwodu penisa. Więc jego grubość i długość nie będzie miała tutaj żadnego znaczenia.

Jednak może się teraz rodzić pytanie, skąd twórcy filmów pornograficznych, biorą aktorów z tak okazałymi penisami, które przekraczają wszelkie normy. Jeżeli dokładnie przejrzysz wszystkie filmy, zauważysz w nich jeden szczegół. Ci mężczyźni w ogromnymi penisami są czarnoskórzy. To nie jest przypadek, gdyż w niektórych plemionach afrykańskich, wielki penis to zupełnie normalna cecha. Jednak należy też zwrócić uwagę na to, że również kobiety w tych plemionach, mają dłuższe pochwy. Pewne jest natomiast to, że taki mężczyzna nie będzie mógł uprawiać seksu z białą kobietą, gdyż sprawiał by jej niewyobrażalny ból.

Podsumowując, to nie rozmiar się liczy, a to jak dobrym Ty jesteś kochankiem. Zatem jeśli chcesz być idealnym partnerem w łóżku, nie poszukuj farmaceutyków, maści i ćwiczeń na powiększanie penisa. Wszelkie te metody są nieskuteczne. Zainteresuj się zatem problemem, jak dać kobiecie orgazm. Jest to o tyle istotne, gdyż 60% kobiet jeszcze nigdy go nie doświadczyła. Jako literaturę uzupełniającą mogę polecić poradnik, napisany przez kobietę pt. Daj jej orgazm.

 

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 26 kwietnia 2012

dla męższczyzn








Środki antykoncepcyjne dla meżczyzn
Autorem artykułu jest Radosław Pokrzywnicki

Najstarszą metodą zapobiegania ciąży stosowaną przez mężczyzn jest stosunek przerywany - wycofywanie członka z pochwy, tuż przed wytryskiem. Jest to metoda niebezpieczna i niestety nie zawsze skuteczna. Jakie są inne metody antykoncepcji dla mężczyzn?
Prezerwatywa
Prezerwatywa wykonana jest z cienkiej gumy. Nakłada się ją na członka w stanie erekcji przed wprowadzeniem go do pochwy. Zatrzymuje ona wyrzucany płyn nasienny zapobiegając dostaniu się plemników do szyjki macicy kobiety. Dodatkową ochronę, a przy tym większą wilgotność i mniejszenie tarcie, daje galaretka lub płyn plemnikobójczy. Dostępne na rynku prezerwatywy mają różne rozmiary, kolory, grubości i fakturę. Prezerwatywa nadaje się wyłącznie do jednorazowego użytku.
Po wytrysku, członek powininen zostać wyciągnięty wraz z prezerwatywą z pochwy. Należy przy tym mocno przytrzymywać prezerwatywę, by nasienie nie mogło przedostać się do pochwy.
Prezerwatywa ma sporo zalet. Stosowana właściwie i w połączeniu ze środkami plemnikobójczymi jest wysoce skuteczna i bardzo łatwo dostępna. Dodatkowo jest prosta w użyciu i nadaje się dla każdego mężczyzny. Co najważniejsze, chroni przed infekcjami przenoszonymi drogą płciową oraz może zapobiec rakowi szyjki macicy u kobiet.
Jako najczęściej wymieniane wady stosowania prezerwatywy, wymienia się osłabienie bodźców seksualnych oraz podrażnienie ścianek pochwy. U niektórych mężczyzn występuje również uczulenie na lateks. W takiej sytuacji zaleca się stosowanie prezerwatyw wykonanych z materiałów antyalergicznych. Ponadto, z powodu wad fabrycznych, niewielki odsetek produkowanych prezerwatyw ulega przetarciom lub mikroskopijnym pęknięciom, co z kolei może doprowadzić do niechcianej ciąży. Należy wówczas wykonać test ciążowy i niezwłocznie zgłosić się do ginekologa.
Wazekotomia
Jest to zabieg polegający na usunięciu, niewielkiego odcinka obydwu nasieniowodów u mężczyzny. Ucięte w ten sposób końcówki zostają następnie podwiązane.Po wykonaniu tej bezbolesnej operacji, nasieniowody, ponownie umieszcza się w mosznie. Zabieg ten jest stuprocentowo skuteczny - mężczyzna bardzo szybko powraca do zdrowia, a ponadto nie występują żadne zmiany w poziomie hormonów płciowych czy wyglądzie i ilości płynu nasiennego. Wazekotomia w żaden sposób nie powoduje także osłabienia popędu płciowego.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl







szybka pożyczka