piątek, 5 października 2012

UCZUCIA EMERYTÓW


SEKS JEST POTRZEBNY JAK POWIETRZE DO ŻYCIA



.
Autorem artykułu jest coaxil

Ostatnio pokusiłem się o przeczytanie w „Przekroju" artykułu na temat życia seksualnego Japończyków. O ile seks Japończyków mnie w ogóle nie obchodzi, o tyle zainteresowały mnie negatywne i potencjalne katastrofalne skutki nieudanego pożycia intymnego w Japonii.
Kiedyś oglądałem dwa filmy dokumentalne na temat dwóch zjawisk społecznych występujących w Japonii. Szybko oceniłem, że z Japończykami jest coś nie tak. Ale do rzeczy. Pierwszy film był o zjawisku nazywanym hikikomori. Hikikomori to młoda osoba (najczęściej nastolatek lub młody mężczyzna), która zupełnie odcina się od realnego świata zewnętrznego. Przenosi się do wirtualnego świata gier komputerowych i telewizji. Hikikomori zamykają się w swoich pokojach i nie opuszczają ich przez całe lata. W filmie pokazano wyznanie matki, która nie rozmawiała ze swoim synem od kilku lat. Z trudem też przychodziło jej wynegocjowanie aby syn wziął prysznic co kilka miesięcy. Porozumiewali się oczywiście za pośrednictwem kartek wsuwanych pod drzwiami pokoju. Drugi film traktował o pracoholizmie Japończyków i negatywnych jego skutkach na małżeństwa. Przeciętny Japończyk całe dnie spędza w pracy. Po pracy - niemal obowiązkiem jest - często spotykać się z kolegami z pracy. W ten sposób pokazujesz wszystkim, że zależy Ci na pracy, przyszłości całej firmy i w końcu wypełniasz powszechnie przyjęty etos Japończyka - prawdziwego mężczyzny. Z żoną masz nie wiele wspólnego. A co się dzieje gdy pewnego koszmarnego dnia zmuszony jesteś odejść na emeryturę? Tego dnia zostajesz w domu z kompletnie obcą Ci kobietą, która przez wiele lat zajmowała się domem, w którym spędzałeś zaledwie kilka godzin na dobę. W filmie przedstawiono kilka takich przypadków. Wypowiadały się głównie kobiety (prawdziwy samuraj przecież nie płacze) i opowiadały, że nie mogą się odnaleźć w domu z obcym mężczyzną. Wiele takich podstarzałych małżeństw cierpi na depresję.
Już wiesz jak Japończycy potrafią sobie skomplikować życie zaburzając podstawowe relacje rodzinne. Ale to dopiero początek ich problemów. Sypnę liczbami: w przedziale wiekowym 24 - 29 lat tylko ok. 25% mężczyzn i ok. 35% kobiet w Japonii założyło własną rodzinę. Tylko 34% Japończyków uprawia seks częściej niż raz w tygodniu ( w Polsce dla porównania 67%). Wg badań Durex-a, Japończycy są najmniej aktywnym seksualnie narodem na świecie. Wiele osób pewnie powie: „no tak, ale oni są przepracowani i zestresowani i o seksie nawet nie myślą". W takim razie kto mi odpowie na pytanie: dlaczego japoński przemysł pornograficzny już dawno wartością przekroczył budżet japońskiego sektora obronnego? Japończycy myślą o seksie, i to dużo, jednak współczesny Japończyk nie wie dokładnie czym jest seks i przestał zaspokajać seksem swoje popędy płciowe.
Otaku i moe. Otaku to zjawisko uwielbienia produktów masowej kultury. Moe jest tym samym tylko w wersji hardcore, czyli na poziomie obsesji. Jeśli myślisz, że na widok postaci anime i manga w Japonii piszczą tylko nastolatki, jesteś w błędzie. W kreskówkowych lolitkach masowo zakochują się mężczyźni. Moe to mężczyzna, którego dziewczyną (żoną? kochanką?) jest właśnie taka bajkowa lolitka. Ostatnio, bodajże w New York Times zrobiono reportaż o Japończyku, którego ukochaną jest podłużna poduszka z poszewką, na której wydrukowana jest jego ukochana postać z jakiejś kreskówki. Żyją sobie szczęśliwie, razem chodzą na spacery, oglądają telewizje i uprawiają seks. Tak, uprawiają seks! A raczej ukochany uprawia, zmieniając co jakiś czas poplamioną poszewkę. Szok? U nas tak, w Japonii już się pewnie do tego przyzwyczaili. Głównymi nabywcami anime- i manga-gadżetów są czterdziestoletni ojcowie i mężowie, a cały ten rynek wart jest 10 miliardów dolarów. Jako, że wiele kobiet nie jest zaspokajana przez swoich małżonków - prosperity przeżywa męska prostytucja. Oficjalnie prostytucja w Japonii jest zakazana dlatego wynajęci panowie dla niepoznaki pokrywają cześć kosztów takiego intymnego spotkania.

KAŻDY PRAGNIE BLISKOŚCI I MIŁOSCI
Można powiedzieć, że Japończycy dostosowali się jakoś do nowej rzeczywistości i mogą sprawiać wrażenie zadowolonych - więc w czym tkwi problem? W ujemnym przyroście naturalnym. Za 40 lat liczba „młodych produkcyjnych" pracujących na emerytury „starych poprodukcyjnych" (tak, tych którzy będą siedzieć w domu z depresją) zmniejszy się o połowę. Jeśli Japonia jakoś wytrzyma ten kryzys to w 2100 roku liczba Japończyków będzie o połowę niższa (obecnie 128 mln).
Wydaje mi się, że Japończycy trochę się zapędzili. Oni pędzą od stu lat. Gwałtowny rozwój przemysłowy ostatnich dekad wyczerpał całe pokolenia. Komputeryzacja, informatyzacja, "internetyzacja" legły u podstaw rozkładu podstawowych więzi społecznych. Ten ultranowoczesny świat jaki zbudowali sobie Japończycy został skonfrontowany z cały czas obecnymi w społeczeństwie japońskim konserwatywnymi wartościami, z zasadą patriarchatu na czele. Jednak ultranowoczesny, zapracowany mąż i ojciec już dawno przestał wywiązywać się ze swoich obowiązków. Japońskie szkoły od stu lat są fabrykami robotów zaprogramowanych na kilkunastogodzinny dzień pracy. Te roboty nie zostały nauczone jak budować relacje społeczne czy w końcu po co jest prokreacja.
Uważam Japonię za królika doświadczalnego ludzkości. Japończycy jako pierwsi zapłacą cenę za nadmierny rozwój, za zbyt szybkie tempo życia. Świat cały czas się rozwija ale gdzieś muszą być granice. Japonia te granice przekroczyła lub właśnie ją przekracza. Japonia osiągnęła najwyższy poziom technologiczny, który polega głównie na postępującej wirtualizacji ("internetyzacji") i zniekształceniu stosunków międzyludzkich, ze stosunkami płciowymi włącznie, co w perspektywie czasu może okazać się katastrofalne.

---
Łukasz Dudek - blog
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 22 września 2012







Życie emeryta może być intensywnie twórcze

Autorem artykułu jest AROKIS

Jestem emerytem od początku 2001 roku. Emerytura wcześniejsza nieco, ale jednak. To powoduje, że kontakt mój z ludźmi z tego przedziału czasu jakby zacieśnił się i zbliżył. Że wspomnę te wielogodzinne rozmowo-zwierzenio-narzekanio-wypróżnienio- spotkania np. w Poczekalni Przychodni Lekarskiej w…
O, nie! - Powiedzmy gdziekolwiek.
          Za zorganizowanie tych spotkań dziękuję bardzo Służbie Zdrowia RP oraz Posłankom i Posłom i Ministerstwu Tak Zwanego Zdrowia Publicznego oraz stworom NFZ, że tak skutecznie pozwalają eliminować jednostki napastliwe, nerwowe i psujące harmonię w miejscach oczekiwania w Przychodniach przyszłych pacjentów, którzy - by nimi zostać - mają przyjemność spotykać się wielokrotnie w różnych, kurnia, poczekalniach Służby Dla Oczekiwania Zdrowia.
          Tam właśnie, przed rozmową z lekarzem jedynego – czasem ostatniego niestety – kontaktu odbywają się dysputy odkrywające często wręcz odkrywcze panacea na dziś, jutro i pojutrze naszego bytu. To tam dowiedzieć się można w sposób absolutnie pewny, kto jest kto, czyli kto jest białe, bo jest białe, a kto jest czarne, bo nie jest białe i „dlaczego tego nie rozumiesz, ty moherowy chamie”. To tam doświadczenie przemawia do rozsądku. Na tych twardych krzesełkach jest kuźnia Narodowej Mądrości i istoty polityki wewnętrznej oraz zagranicznej Państwa Polskiego, jaką ona winna być! Tam powinni się edukować przyszli pracownicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych I Nie Tylko. Szkoda jednak, że młodzi tak mało potrzebują w bywać Przychodniach, a dla dzieci jest oddzielne wejście i to  pod kuratelą matek. Za każdym, coraz-to częstszym pobytem tamże, wynoszę ze sobą wiedzę tak obfitą, że mogę ją porównać jedynie do cystern pomyj, którymi wykarmić można było by setki świnek, by nie importować wieprzowiny z Niemiec i innych prawie ościennych, a podobno zaprzyjaźnionych krajów. Ci starcy - no grubo ode mnie starsi, bo co najmniej 5-7 lat - więc ci starcy, a zwłaszcza staruszki, ofiarowywali mi bezpłatnie pełną wiedzę na temat tego, co powinny np. zrobić służby specjalnie tajne, by znów zapanował porządek, dobrobyt, zaufanie, „wicie rozumicie” i spokój, a ich renty czy emerytury żeby wreszcie przekroczyły 1500 zł, a nie oscylowały około 600-800 czy mniej. Tam nadal jest żywym podział na „my i uni”. Z tym, że uni nie koreluje się Unią Europejską, a raczej wręcz odwrotnie. Otchłań mądrości życiowej (nie mylić z rzycią, choć odległość pomiędzy nią, a mózgiem to tylko około pół metra).
          I te pobyty pozwoliły mi usłyszeć takie wymiany myśli, takie zwierzenia i rady, że napisałem poniższy wierszyk. Jego czas umieściłem (domyślnie) na ławce w parku i do dziś nie wiem, dlaczego nie jest to jednak poczekalnia w Przychodni.
SPOTKANIE  DWÓCH  EMERYTÓW 
 Walduś – Halo! Chyba mi się śni!
                Józuś, to ty?
 Józuś  - No nie! Gdzie ja mam oczy?!
              Aleś mnie, Walduś zaskoczył.
              Ty w parku, tu?
              How are you?
W – Still alive, Józuś. Żyję na złość wrogom.
  J – Eeee tam. Większość już pewnie zdechła…
W – Ale niektórzy jeszcze żyć mogą.
 J – Niedługo. I pójdą do piekła.
      Chodź usiądziemy. Bolą mnie gnaty
      Odkąd wylazłem z chaty.
W – Bo się pogoda zmieni.
      Na zmianę tak mnie drą stawy…
      A ci lekarze, pieprzeni,
      Nic, tylko mają obawy.
      A jak twoje zdrowie?
 J – Nie jest najgorzej, że tak powiem.
      Mam zdrowy żołądek, prostatę i nie mam raka,
      A jak chcę lać, nie muszę szukać siusiaka…
W – Strasznie cię dawno nie widziałem…
 J – Bo mówię właśnie – w szpitalu leżałem.
      Trzymali mnie ponad pół roku.
      Z łóżka ani kroku!
W – Ojej! A co ci było?
 J – Wszystko mnie w środku nawaliło:
      Oczy, jelita, serce, ciśnienie…
W – To powiedz, Józuś, co ci w końcu było?
 J – He, He! Nie wiedzą doktory
      Na co, kurczę, umarł chory.
       Ale cztery renty się zaoszczędziło…
W – Pół roku… Nie wiesz, na co… To poważna sprawa…
  J – Walduś! O co ta wrzawa?!
       Za miesiąc się znów położę
       Na jakie pół roku, daj Boże.
       Odpocznę od żony, od domu…
       Tylko nic nie mów nikomu.
       A przy okazji renty przyoszczędzę –
       Trzeba jakoś przeżyć tę nędzę.
       Ale ja tu o sobie,
       A pogadajmy o tobie.
 W – Ja tylko by-pass’y zrobiłem
        I zęby sobie wprawiłem.
        A trochę z nudów i zgryzoty
        Nająłem się do roboty.
        Nie dość, że robię na czarno,
        To i stawkę mam marną.
  J – To, co to za fucha pieprzona?!
W – Jestem nocna ochrona.
       Pilnuję takiej jednej bramy.
 J – A co za  bramą?
W – Teren nieznany.
       A jak mi parę groszy wleci,
       To je zanoszę do dzieci.
 J – To nic sobie nie kupisz?
W – Nic.
 J – Toś ty, chłopie, chyba głupi!
      Myślę – twa przyszłość finansowa
      Jak nic, tylko chorować.
      Ja za chorowanie
      Wykupiłem mieszkanie:
      Kuchnia, dwa pokoje.-
      Żadnej choroby się nie boję.
      Leżę, a karmi mnie szpital lub dzieci!
      A renta leci.
      Zrozum, przyjacielu,
      A tych masz już niewielu,
      Że twoją pozycję w tym kraju
      Choroby oznaczają!
W - O czym ty mówisz? Jaka pozycja?
      U nas to wieńcówka, kupka i prohibicja.
       A za to, co ci ZUS płaci
       Kup se i włóż pampersa do gaci!
       A potem idź i odwiedź groby.
 J – Eeee, wiesz, na to są różne sposoby.
      Ja na pracę nie mam czasu: przez całą dobę
      Biegam po lekarzach i załatwiam se chorobę.
      Zobaczysz, jak jest przyjemnie, gdy chorujesz.
      Na własnym portfelu to odczujesz.
      Zaczniesz szukać se choroby
      To ci wyjdą ze łba zajoby.
W – Tak mi radzisz?
 J – No.
W – W moim wieku na pewno mi coś jest…
       Człowieku!
       Mam pomysł: jutro o tej porze
       Do łóżka się położę,
       Rodzinę usadzę we głowie
       I wezwę pogotowie.
       Nie oprze się lekarz rodzinnemu parciu,
      Że ja, znaczy tatuś, jestem na wymarciu.
      Jak wytrzymam ze trzydzieści dni,
      To chorobowe z pracy wypłacą mi.
 J – Nareszcie myślisz jak ta lala.
      Kombinuj tak dalej, a trafisz do szpitala.
      Ale scyzoryka
      Na początku unikaj,
      Bo jak doktorom brak wiedzy doskwiera,
      To nic tylko zaraz nóż i siekiera.
      Pamiętaj: z godnością chorujesz
      I swoje warunki dyktujesz.
W – Mów mnie tak, Józuś, mów,
       A nie będę więcej zdrów.
       Wiesz, coś mi w środku pulsuje,
       Trochę tłucze i może kłuje,
       W głowie mi się kołuje…
       No, chyba zwymiotuję.
       I czuję bardzo dobrze,
       Że jest mi raczej niedobrze…
       Ale ja jestem chory! O rany!
 J – O to chodzi, o to chodzi, kochany.
      Więcej ci nie pomogę.
      Wybrałeś słuszną drogę.
       Ja, zadzieram kiecę
      I do przychodni lecę.
      Idę tam do jednego lekarza –
      (Nie będę się wyrażał)
      Trochę bierze i nie leczy.
      Ale pisze!– Różne rzeczy…
       Numerek ci zamówić?
W – Nie. Nie musisz się trudzić.
       W szpitalu jest dyżur ostry.
       Zgłoszę się tam do siostry.
 J – No, to hej, stary!
        Do zobaczyska!
W – Trzymaj się. Daj pyska.
         I zapamiętaj, emerycie:
         Szpital – to twe godne życie!
                                                              04.05.2005 r.
                                                                   0502
---

                                                        ANDRZEJ  AROKIS
                                      www.domowezwierzadko.blogspot.com
                                              kwatermistrz@poczta.onet.eu

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Seks w cieniu kwitnącej wiśni.

Autorem artykułu jest coaxil


Ostatnio pokusiłem się o przeczytanie w „Przekroju" artykułu na temat życia seksualnego Japończyków. O ile seks Japończyków mnie w ogóle nie obchodzi, o tyle zainteresowały mnie negatywne i potencjalne katastrofalne skutki nieudanego pożycia intymnego w Japonii.

Kiedyś oglądałem dwa filmy dokumentalne na temat dwóch zjawisk społecznych występujących w Japonii. Szybko oceniłem, że z Japończykami jest coś nie tak. Ale do rzeczy. Pierwszy film był o zjawisku nazywanym hikikomori. Hikikomori to młoda osoba (najczęściej nastolatek lub młody mężczyzna), która zupełnie odcina się od realnego świata zewnętrznego. Przenosi się do wirtualnego świata gier komputerowych i telewizji. Hikikomori zamykają się w swoich pokojach i nie opuszczają ich przez całe lata. W filmie pokazano wyznanie matki, która nie rozmawiała ze swoim synem od kilku lat. Z trudem też przychodziło jej wynegocjowanie aby syn wziął prysznic co kilka miesięcy. Porozumiewali się oczywiście za pośrednictwem kartek wsuwanych pod drzwiami pokoju. Drugi film traktował o pracoholizmie Japończyków i negatywnych jego skutkach na małżeństwa. Przeciętny Japończyk całe dnie spędza w pracy. Po pracy - niemal obowiązkiem jest - często spotykać się z kolegami z pracy. W ten sposób pokazujesz wszystkim, że zależy Ci na pracy, przyszłości całej firmy i w końcu wypełniasz powszechnie przyjęty etos Japończyka - prawdziwego mężczyzny. Z żoną masz nie wiele wspólnego. A co się dzieje gdy pewnego koszmarnego dnia zmuszony jesteś odejść na emeryturę? Tego dnia zostajesz w domu z kompletnie obcą Ci kobietą, która przez wiele lat zajmowała się domem, w którym spędzałeś zaledwie kilka godzin na dobę. W filmie przedstawiono kilka takich przypadków. Wypowiadały się głównie kobiety (prawdziwy samuraj przecież nie płacze) i opowiadały, że nie mogą się odnaleźć w domu z obcym mężczyzną. Wiele takich podstarzałych małżeństw cierpi na depresję.

Już wiesz jak Japończycy potrafią sobie skomplikować życie zaburzając podstawowe relacje rodzinne. Ale to dopiero początek ich problemów. Sypnę liczbami: w przedziale wiekowym 24 - 29 lat tylko ok. 25% mężczyzn i ok. 35% kobiet w Japonii założyło własną rodzinę. Tylko 34% Japończyków uprawia seks częściej niż raz w tygodniu ( w Polsce dla porównania 67%). Wg badań Durex-a, Japończycy są najmniej aktywnym seksualnie narodem na świecie. Wiele osób pewnie powie: „no tak, ale oni są przepracowani i zestresowani i o seksie nawet nie myślą". W takim razie kto mi odpowie na pytanie: dlaczego japoński przemysł pornograficzny już dawno wartością przekroczył budżet japońskiego sektora obronnego? Japończycy myślą o seksie, i to dużo, jednak współczesny Japończyk nie wie dokładnie czym jest seks i przestał zaspokajać seksem swoje popędy płciowe.

Otaku i moe. Otaku to zjawisko uwielbienia produktów masowej kultury. Moe jest tym samym tylko w wersji hardcore, czyli na poziomie obsesji. Jeśli myślisz, że na widok postaci anime i manga w Japonii piszczą tylko nastolatki, jesteś w błędzie. W kreskówkowych lolitkach masowo zakochują się mężczyźni. Moe to mężczyzna, którego dziewczyną (żoną? kochanką?) jest właśnie taka bajkowa lolitka. Ostatnio, bodajże w New York Times zrobiono reportaż o Japończyku, którego ukochaną jest podłużna poduszka z poszewką, na której wydrukowana jest jego ukochana postać z jakiejś kreskówki. Żyją sobie szczęśliwie, razem chodzą na spacery, oglądają telewizje i uprawiają seks. Tak, uprawiają seks! A raczej ukochany uprawia, zmieniając co jakiś czas poplamioną poszewkę. Szok? U nas tak, w Japonii już się pewnie do tego przyzwyczaili. Głównymi nabywcami anime- i manga-gadżetów są czterdziestoletni ojcowie i mężowie, a cały ten rynek wart jest 10 miliardów dolarów. Jako, że wiele kobiet nie jest zaspokajana przez swoich małżonków - prosperity przeżywa męska prostytucja. Oficjalnie prostytucja w Japonii jest zakazana dlatego wynajęci panowie dla niepoznaki pokrywają cześć kosztów takiego intymnego spotkania.

Można powiedzieć, że Japończycy dostosowali się jakoś do nowej rzeczywistości i mogą sprawiać wrażenie zadowolonych - więc w czym tkwi problem? W ujemnym przyroście naturalnym. Za 40 lat liczba „młodych produkcyjnych" pracujących na emerytury „starych poprodukcyjnych" (tak, tych którzy będą siedzieć w domu z depresją) zmniejszy się o połowę. Jeśli Japonia jakoś wytrzyma ten kryzys to w 2100 roku liczba Japończyków będzie o połowę niższa (obecnie 128 mln).

Wydaje mi się, że Japończycy trochę się zapędzili. Oni pędzą od stu lat. Gwałtowny rozwój przemysłowy ostatnich dekad wyczerpał całe pokolenia. Komputeryzacja, informatyzacja, "internetyzacja" legły u podstaw rozkładu podstawowych więzi społecznych. Ten ultranowoczesny świat jaki zbudowali sobie Japończycy został skonfrontowany z cały czas obecnymi w społeczeństwie japońskim konserwatywnymi wartościami, z zasadą patriarchatu na czele. Jednak ultranowoczesny, zapracowany mąż i ojciec już dawno przestał wywiązywać się ze swoich obowiązków. Japońskie szkoły od stu lat są fabrykami robotów zaprogramowanych na kilkunastogodzinny dzień pracy. Te roboty nie zostały nauczone jak budować relacje społeczne czy w końcu po co jest prokreacja.

Uważam Japonię za królika doświadczalnego ludzkości. Japończycy jako pierwsi zapłacą cenę za nadmierny rozwój, za zbyt szybkie tempo życia. Świat cały czas się rozwija ale gdzieś muszą być granice. Japonia te granice przekroczyła lub właśnie ją przekracza. Japonia osiągnęła najwyższy poziom technologiczny, który polega głównie na postępującej wirtualizacji ("internetyzacji") i zniekształceniu stosunków międzyludzkich, ze stosunkami płciowymi włącznie, co w perspektywie czasu może okazać się katastrofalne.

 

---

Łukasz Dudek - blog

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 14 lipca 2012

DAJ ROZKOSZ KOBIECIE

Daj jej orgazm Malwina Gartner

Autorem artykułu jest alina kal


Stań się doskonałym kochankiem, znajdź punkt G i dowiedz się jak doprowadzić kobietę do wielokrotnego orgazmu.


Publikacja przeznaczona tylko dla dorosłych!






Jest wiele obszarów życia, które możesz zostawić naturalnemu biegowi rzeczy, ale spraw, o których za chwilę przeczytasz, nie warto zostawiać przypadkowi czy intuicji. Za chwilę możesz zrobić co najmniej dwie rzeczy. 

Możesz przeczytać ten tekst i zdobyć klucz do wielokrotnych orgazmów Twojej partnerki lub być zadufanym w sobie samcem, uważającym się za świetnego kochanka, któremu niepotrzebne są żadne książki. Przecież wiedza jest dla mięczaków. Jeżeli jednak uciekniesz natychmiast z tej strony, nie poznasz nigdy odpowiedzi na pytanie Kiedy Twoja partnerka udaje orgazm, a kiedy najzwyczajniej w świecie przeżywa wszechogarniającą rozkosz? Chcesz poznać odpowiedź na to oraz inne skrywane pytania? To po prostu przeczytaj ten tekst i dowiedz się... 

Jak stać się 100% kochankiem i poznać sekret długotrwałych orgazmów?

Wiem, że możesz potraktować powyższy tekst jak kolejną obietnicę bez pokrycia. Jednak jest jeden dowód na to, że autorka książki „Daj jej orgazm” jest w stanie nauczyć Cię, jak rozpalić kobietę do czerwoności. 
Wiesz, co za tym przemawia?

Ta książka to już trzecia publikacja autorki. Poprzednie dwie „Już nie będę taki szybki” i „Prawdziwy mężczyzna” nie tylko stały się zaskakującymi bestsellerami, ale także pomogły wielu mężczyznom w Polsce rozwiązać ich problemy. Jeżeli poprzednie książki Malwiny Gartner nie byłyby strzałami w dziesiątkę i nie pomagałyby Czytelnikom, to jaki sens byłoby wydawać trzecią publikację?
W jaki sposób 50 stron zmieniło życie setek mężczyzn?

Przeczytaj fragment wypowiedzi autorki na temat tego, jak odebrana była jedna z jej poprzednich publikacji pt. "Już nie będę taki szybki" 

Iść przez życie z kimś poza całym wachlarzem wspólnym mianowników oznacza również seks. Jest to tak bardzo tajemnicza, fascynująca i szeroka dziedzina ludzkiej aktywności, że od dawien dawna ludzie starali się ją opisać, poznać i wytłumaczyć jej szczegóły, by potem innym było łatwiej żyć. Tak też jest w moim przypadku.

Zrozumiałam to po wydaniu przez Złote Myśli mojego pierwszego poradnika. Miał tylko 50 stron. Co ważniejsze jednak, na jednej z nich podałam adres mojej poczty elektronicznej. Zrobiłam to, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, jakie będzie to miało konsekwencje. Od wydania codziennie otrzymuję przynajmniej jedną wiadomość. Jest to dla mnie tym cenniejsze, że czytając je, wiem, że napisanie tych kilkudziesięciu zwykłych stron dało kilku tysiącom mężczyzn, którzy poradnik przeczytali, bardzo dużo. Dało im radość i zabrało smutek. Dało pewność siebie i satysfakcję bycia mężczyzną. 



Trzy powody, które uczynią z tej książki zabójcę nudy w Waszym łóżku. 
Powód # 1 Książkę tę napisała kobieta. Któż inny może wiedzieć więcej na temat fantastycznych orgazmów?

Jeżeli chcesz naprawdę być 100% kochankiem, nie możesz bazować tylko i wyłącznie na intuicji i wiedzy zdobytej od kolegów przy piwie. W większości przypadków będą opowiadać o swoich fantazjach erotycznych, a nie o prawdziwych doznaniach. Największy paradoks, dostrzegany tylko przez prawdziwych mistrzów rozkoszy, polega na tym, że najwięcej o potrzebach kobiety powie Ci... właśnie kobieta. 
Powód # 2 Podczas jednego upojnego wieczoru możesz zmienić się w cudownego kochanka.

Możesz zaskoczyć swoją partnerkę, gdy ze zwykłego kochanka przerodzisz się w dawcę nieograniczonej rozkoszy. Wiem, skoro znasz już sekret bycia wspaniałym kochankiem, brzmiący: zapytaj swojej kobiety, czego chce w łóżku i zrób to, czego sobie życzy, a staniesz się świetnym kochankiem, to po co Ci książka za 20 zł? No i tutaj pojawia się pewna pułapka. 

Po pierwsze, kobieta nie powie Ci wszystkiego, gdyż: 
wstydzi się powiedzieć;
nie chce Cię urazić i po prostu powie Ci: jesteś świetny w łóżku, wszystko jest OK;
sama nie wie, czego tak naprawdę chce. Bo skąd ma wiedzieć o doznaniach, których nigdy nie przeżyła osobiście?

I tutaj pojawia się kolejny atut tej publikacji. Dzięki niej niespodziewanie w ciągu jednego wieczoru możesz stać się zupełnie innym kochankiem. Wyobraź sobie jej wyraz twarzy, gdy zaoferujesz jej coś, czego nigdy wcześniej nie doznała ani nawet nie czytała o tym w kobiecych pismach.
Powód # 3 Żona nie wypuści Cię z domu, czyli jak stać się największym poślubnym prezentem.

Ta książka jest przeznaczona dla wyjątkowo inteligentnych facetów. Wiesz, nędzny kochanek cały czas słyszy w swoim wnętrzu głos zazdrości. I wiesz co? Wcale mnie to nie dziwi. Nie można być pewnym siebie facetem, gdy Twoja kobieta podczas stosunku nudzi się niemiłosiernie jak nastolatka na spotkaniu klubu seniorów. W dodatku musi jeszcze przygotować na koniec aktorską, udawaną scenę pt. "kochanie byłeś wspaniały". 
Zapomnij o zdradzie

Nie dziwi mnie nawet fakt, że ciągle przeszukujesz jej SMS-y, wynajmujesz prywatnego detektywa i godzinami zwierzasz się na forum dla zdradzanych facetów. Przecież to najbardziej idiotyczny sposób, aby zapobiec dorabianiu Ci rogów. Jest o wiele prostszy i niezwykle inteligentny sposób. Jeżeli dowiesz się, jak dać swojej partnerce długotrwały i wielokrotny orgazm, każdego dnia zaskoczysz ją czymś innym w sypialni, to wtedy ona zacznie pilnować Ciebie.
Subtelna wada tej publikacji i realne niebezpieczeństwo

Żebyś realnie skorzystał z tej książki, wystarczy przeczytać ją kilkakrotnie i po prostu zastosować tę wiedzę w praktyce. Jest jednak jedna wada tej książki - ma ona prawie 260 stron. 

Ostrzegam Cię! nie staraj się wprowadzać wszystkiego naraz. Jeżeli to zrobisz, możesz w najlepszym wypadku tylko ją wystraszyć. Najlepiej, jeżeli będziesz dozował przyjemności i zaskakiwał ją każdej nocy, eksperymentując z tym wszystkim, o czym prawdopodobnie przeczytasz. 
Odkryj punkt G i doprowadź Ją do szaleństwa

Czego konkretnie nauczysz się z tej publikacji?
Dowiesz się, jak na przeróżne sposoby doprowadzić partnerkę do orgazmu.
Poznasz różne rodzaje orgazmów oraz sposoby na to, aby bliska Ci osoba przeżywała je jednocześnie.
Poznasz erotyczną mapę ciała Twojej partnerki i znajdziesz miejsca, które przy odpowiednich pieszczotach staną się "guziczkiem", przenoszącym Twoją drugą połowę do świątyni nieograniczonych doznań.
Raz na zawsze zabijesz w swojej świadomości mit, że rozmiar Twojego członka ma jakiekolwiek znaczenie. Po lekturze tej publikacji staniesz się świetnym kochankiem, który doprowadzi kobietę do szaleństwa bez użycia atrybutu męskości.
Dzięki tej książce (prawdopodobnie jako jedyny z grupy Twoich kolegów) będziesz znał dokładne miejsce, w którym znajduje się legendarny Punkt G.
Odkryjesz na nowo siłę urozmaiconych pocałunków.
Jak za pomocą słów szeptanych do ucha partnerki wzmocnić stan przeżywany przez kobietę.
Poznasz niewybaczalne grzechy mężczyzn, które są popełniane w łóżku.

Jeżeli chcesz sprawdzić siłę tej publikacji i przy okazji dowiedzieć się zupełnie za darmo, jak odnaleźć legendarny punkt G, możesz w tym miejscu pobrać darmowy fragment książki.
Zdobądź darmowy fragment e-Booka
A tak właściwie... jak mogłeś być tak beznadziejnym kochankiem?

Mam świadomość, że to, o czym napisałem powyżej, tworzy bardzo obszerną listę. Co ciekawe, to, o czym tu wspominam, to tylko wierzchołek szczytu. Jest jednak jedna przeszkoda, która może spowodować, że posiadając tę książkę, możesz dalej być przeciętnym kochankiem. Wybacz, nie mam na celu obrażania Cię, jednak 90% inteligentnych mężczyzn po przeczytaniu tej książki powie sobie w duchu: jak mogłem być tak beznadziejnym kochankiem. 

Po prostu gdy już dopadniesz tę publikację, przeczytaj ją w całości (bez obaw, jak już zaczniesz, nie będziesz mógł się oderwać). Możesz zrobić to kilkakrotnie, wtedy bardziej utrwalisz swoją wiedzę na temat tego, czego pragną kobiety. Jeżeli to zrobisz, gwarantuję Ci, że podczas Waszego kolejnego intymnego spotkania wszystko Ci się przypomni. Będziesz czuł się, jakbyś na nowo odkrył, o co tak naprawdę chodzi w kochaniu się z drugą osobą.
Jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa

Jeżeli szukasz podręcznika anatomii, ta książka nie zaspokoi Twoich potrzeb. Autorka, Malwina Gertner, zadbała o to, aby seks nie był tylko seksem. Ta publikacja pokaże Ci, że fizyczne bycie z drugą osobą i obdarowywanie jej czymś tak nieziemskim jak orgazm jest drogą do budowania szczęśliwego związku.

wiecej informacju tutaj

---

cyfrowe_centrum_jezykowe.xml audiobooki, e-prasa, e-booki, kursy językowe oraz ksiązki w językach obcych "Nie zezwalam nazmiany linków".

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

ŚMIAŁA TWÓRCZOŚĆ EMERYTA -ŻART

Życie emeryta może być intensywnie twórcze

Autorem artykułu jest AROKIS


Jestem emerytem od początku 2001 roku. Emerytura wcześniejsza nieco, ale jednak. To powoduje, że kontakt mój z ludźmi z tego przedziału czasu jakby zacieśnił się i zbliżył. Że wspomnę te wielogodzinne rozmowo-zwierzenio-narzekanio-wypróżnienio- spotkania np. w Poczekalni Przychodni Lekarskiej w…
O, nie! - Powiedzmy gdziekolwiek.

          Za zorganizowanie tych spotkań dziękuję bardzo Służbie Zdrowia RP oraz Posłankom i Posłom i Ministerstwu Tak Zwanego Zdrowia Publicznego oraz stworom NFZ, że tak skutecznie pozwalają eliminować jednostki napastliwe, nerwowe i psujące harmonię w miejscach oczekiwania w Przychodniach przyszłych pacjentów, którzy - by nimi zostać - mają przyjemność spotykać się wielokrotnie w różnych, kurnia, poczekalniach Służby Dla Oczekiwania Zdrowia.

          Tam właśnie, przed rozmową z lekarzem jedynego – czasem ostatniego niestety – kontaktu odbywają się dysputy odkrywające często wręcz odkrywcze panacea na dziś, jutro i pojutrze naszego bytu. To tam dowiedzieć się można w sposób absolutnie pewny, kto jest kto, czyli kto jest białe, bo jest białe, a kto jest czarne, bo nie jest białe i „dlaczego tego nie rozumiesz, ty moherowy chamie”. To tam doświadczenie przemawia do rozsądku. Na tych twardych krzesełkach jest kuźnia Narodowej Mądrości i istoty polityki wewnętrznej oraz zagranicznej Państwa Polskiego, jaką ona winna być! Tam powinni się edukować przyszli pracownicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych I Nie Tylko. Szkoda jednak, że młodzi tak mało potrzebują w bywać Przychodniach, a dla dzieci jest oddzielne wejście i to  pod kuratelą matek. Za każdym, coraz-to częstszym pobytem tamże, wynoszę ze sobą wiedzę tak obfitą, że mogę ją porównać jedynie do cystern pomyj, którymi wykarmić można było by setki świnek, by nie importować wieprzowiny z Niemiec i innych prawie ościennych, a podobno zaprzyjaźnionych krajów. Ci starcy - no grubo ode mnie starsi, bo co najmniej 5-7 lat - więc ci starcy, a zwłaszcza staruszki, ofiarowywali mi bezpłatnie pełną wiedzę na temat tego, co powinny np. zrobić służby specjalnie tajne, by znów zapanował porządek, dobrobyt, zaufanie, „wicie rozumicie” i spokój, a ich renty czy emerytury żeby wreszcie przekroczyły 1500 zł, a nie oscylowały około 600-800 czy mniej. Tam nadal jest żywym podział na „my i uni”. Z tym, że uni nie koreluje się Unią Europejską, a raczej wręcz odwrotnie. Otchłań mądrości życiowej (nie mylić z rzycią, choć odległość pomiędzy nią, a mózgiem to tylko około pół metra).

          I te pobyty pozwoliły mi usłyszeć takie wymiany myśli, takie zwierzenia i rady, że napisałem poniższy wierszyk. Jego czas umieściłem (domyślnie) na ławce w parku i do dziś nie wiem, dlaczego nie jest to jednak poczekalnia w Przychodni.

SPOTKANIE  DWÓCH  EMERYTÓW 

 Walduś – Halo! Chyba mi się śni!

                Józuś, to ty?

 Józuś  - No nie! Gdzie ja mam oczy?!

              Aleś mnie, Walduś zaskoczył.

              Ty w parku, tu?

              How are you?

W – Still alive, Józuś. Żyję na złość wrogom.

  J – Eeee tam. Większość już pewnie zdechła…

W – Ale niektórzy jeszcze żyć mogą.

 J – Niedługo. I pójdą do piekła.

      Chodź usiądziemy. Bolą mnie gnaty

      Odkąd wylazłem z chaty.

W – Bo się pogoda zmieni.

      Na zmianę tak mnie drą stawy…

      A ci lekarze, pieprzeni,

      Nic, tylko mają obawy.

      A jak twoje zdrowie?

 J – Nie jest najgorzej, że tak powiem.

      Mam zdrowy żołądek, prostatę i nie mam raka,

      A jak chcę lać, nie muszę szukać siusiaka…

W – Strasznie cię dawno nie widziałem…

 J – Bo mówię właśnie – w szpitalu leżałem.

      Trzymali mnie ponad pół roku.

      Z łóżka ani kroku!

W – Ojej! A co ci było?

 J – Wszystko mnie w środku nawaliło:

      Oczy, jelita, serce, ciśnienie…

W – To powiedz, Józuś, co ci w końcu było?

 J – He, He! Nie wiedzą doktory

      Na co, kurczę, umarł chory.

       Ale cztery renty się zaoszczędziło…

W – Pół roku… Nie wiesz, na co… To poważna sprawa…

  J – Walduś! O co ta wrzawa?!

       Za miesiąc się znów położę

       Na jakie pół roku, daj Boże.

       Odpocznę od żony, od domu…

       Tylko nic nie mów nikomu.

       A przy okazji renty przyoszczędzę –

       Trzeba jakoś przeżyć tę nędzę.

       Ale ja tu o sobie,

       A pogadajmy o tobie.

 W – Ja tylko by-pass’y zrobiłem

        I zęby sobie wprawiłem.

        A trochę z nudów i zgryzoty

        Nająłem się do roboty.

        Nie dość, że robię na czarno,

        To i stawkę mam marną.

  J – To, co to za fucha pieprzona?!

W – Jestem nocna ochrona.

       Pilnuję takiej jednej bramy.

 J – A co za  bramą?

W – Teren nieznany.

       A jak mi parę groszy wleci,

       To je zanoszę do dzieci.

 J – To nic sobie nie kupisz?

W – Nic.

 J – Toś ty, chłopie, chyba głupi!

      Myślę – twa przyszłość finansowa

      Jak nic, tylko chorować.

      Ja za chorowanie

      Wykupiłem mieszkanie:

      Kuchnia, dwa pokoje.-

      Żadnej choroby się nie boję.

      Leżę, a karmi mnie szpital lub dzieci!

      A renta leci.

      Zrozum, przyjacielu,

      A tych masz już niewielu,

      Że twoją pozycję w tym kraju

      Choroby oznaczają!

W - O czym ty mówisz? Jaka pozycja?

      U nas to wieńcówka, kupka i prohibicja.

       A za to, co ci ZUS płaci

       Kup se i włóż pampersa do gaci!

       A potem idź i odwiedź groby.

 J – Eeee, wiesz, na to są różne sposoby.

      Ja na pracę nie mam czasu: przez całą dobę

      Biegam po lekarzach i załatwiam se chorobę.

      Zobaczysz, jak jest przyjemnie, gdy chorujesz.

      Na własnym portfelu to odczujesz.

      Zaczniesz szukać se choroby

      To ci wyjdą ze łba zajoby.

W – Tak mi radzisz?

 J – No.

W – W moim wieku na pewno mi coś jest…

       Człowieku!

       Mam pomysł: jutro o tej porze

       Do łóżka się położę,

       Rodzinę usadzę we głowie

       I wezwę pogotowie.

       Nie oprze się lekarz rodzinnemu parciu,

      Że ja, znaczy tatuś, jestem na wymarciu.

      Jak wytrzymam ze trzydzieści dni,

      To chorobowe z pracy wypłacą mi.

 J – Nareszcie myślisz jak ta lala.

      Kombinuj tak dalej, a trafisz do szpitala.

      Ale scyzoryka

      Na początku unikaj,

      Bo jak doktorom brak wiedzy doskwiera,

      To nic tylko zaraz nóż i siekiera.

      Pamiętaj: z godnością chorujesz

      I swoje warunki dyktujesz.

W – Mów mnie tak, Józuś, mów,

       A nie będę więcej zdrów.

       Wiesz, coś mi w środku pulsuje,

       Trochę tłucze i może kłuje,

       W głowie mi się kołuje…

       No, chyba zwymiotuję.

       I czuję bardzo dobrze,

       Że jest mi raczej niedobrze…

       Ale ja jestem chory! O rany!

 J – O to chodzi, o to chodzi, kochany.

      Więcej ci nie pomogę.

      Wybrałeś słuszną drogę.

       Ja, zadzieram kiecę

      I do przychodni lecę.

      Idę tam do jednego lekarza –

      (Nie będę się wyrażał)

      Trochę bierze i nie leczy.

      Ale pisze!– Różne rzeczy…

       Numerek ci zamówić?

W – Nie. Nie musisz się trudzić.

       W szpitalu jest dyżur ostry.

       Zgłoszę się tam do siostry.

 J – No, to hej, stary!

        Do zobaczyska!

W – Trzymaj się. Daj pyska.

         I zapamiętaj, emerycie:

         Szpital – to twe godne życie!

                                                              04.05.2005 r.

                                                                   0502

---

                                                        ANDRZEJ  AROKIS

                                      www.domowezwierzadko.blogspot.com

                                              kwatermistrz@poczta.onet.eu

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 29 czerwca 2012

SEKS TABU CZY NIE

Seks w cieniu kwitnącej wiśni.


Autorem artykułu jest coaxil

Ostatnio pokusiłem się o przeczytanie w „Przekroju" artykułu na temat życia seksualnego Japończyków. O ile seks Japończyków mnie w ogóle nie obchodzi, o tyle zainteresowały mnie negatywne i potencjalne katastrofalne skutki nieudanego pożycia intymnego w Japonii.
Kiedyś oglądałem dwa filmy dokumentalne na temat dwóch zjawisk społecznych występujących w Japonii. Szybko oceniłem, że z Japończykami jest coś nie tak. Ale do rzeczy. Pierwszy film był o zjawisku nazywanym hikikomori. Hikikomori to młoda osoba (najczęściej nastolatek lub młody mężczyzna), która zupełnie odcina się od realnego świata zewnętrznego. Przenosi się do wirtualnego świata gier komputerowych i telewizji. Hikikomori zamykają się w swoich pokojach i nie opuszczają ich przez całe lata. W filmie pokazano wyznanie matki, która nie rozmawiała ze swoim synem od kilku lat. Z trudem też przychodziło jej wynegocjowanie aby syn wziął prysznic co kilka miesięcy. Porozumiewali się oczywiście za pośrednictwem kartek wsuwanych pod drzwiami pokoju. Drugi film traktował o pracoholizmie Japończyków i negatywnych jego skutkach na małżeństwa. Przeciętny Japończyk całe dnie spędza w pracy. Po pracy - niemal obowiązkiem jest - często spotykać się z kolegami z pracy. W ten sposób pokazujesz wszystkim, że zależy Ci na pracy, przyszłości całej firmy i w końcu wypełniasz powszechnie przyjęty etos Japończyka - prawdziwego mężczyzny. Z żoną masz nie wiele wspólnego. A co się dzieje gdy pewnego koszmarnego dnia zmuszony jesteś odejść na emeryturę? Tego dnia zostajesz w domu z kompletnie obcą Ci kobietą, która przez wiele lat zajmowała się domem, w którym spędzałeś zaledwie kilka godzin na dobę. W filmie przedstawiono kilka takich przypadków. Wypowiadały się głównie kobiety (prawdziwy samuraj przecież nie płacze) i opowiadały, że nie mogą się odnaleźć w domu z obcym mężczyzną. Wiele takich podstarzałych małżeństw cierpi na depresję.
Już wiesz jak Japończycy potrafią sobie skomplikować życie zaburzając podstawowe relacje rodzinne. Ale to dopiero początek ich problemów. Sypnę liczbami: w przedziale wiekowym 24 - 29 lat tylko ok. 25% mężczyzn i ok. 35% kobiet w Japonii założyło własną rodzinę. Tylko 34% Japończyków uprawia seks częściej niż raz w tygodniu ( w Polsce dla porównania 67%). Wg badań Durex-a, Japończycy są najmniej aktywnym seksualnie narodem na świecie. Wiele osób pewnie powie: „no tak, ale oni są przepracowani i zestresowani i o seksie nawet nie myślą". W takim razie kto mi odpowie na pytanie: dlaczego japoński przemysł pornograficzny już dawno wartością przekroczył budżet japońskiego sektora obronnego? Japończycy myślą o seksie, i to dużo, jednak współczesny Japończyk nie wie dokładnie czym jest seks i przestał zaspokajać seksem swoje popędy płciowe.
Otaku i moe. Otaku to zjawisko uwielbienia produktów masowej kultury. Moe jest tym samym tylko w wersji hardcore, czyli na poziomie obsesji. Jeśli myślisz, że na widok postaci anime i manga w Japonii piszczą tylko nastolatki, jesteś w błędzie. W kreskówkowych lolitkach masowo zakochują się mężczyźni. Moe to mężczyzna, którego dziewczyną (żoną? kochanką?) jest właśnie taka bajkowa lolitka. Ostatnio, bodajże w New York Times zrobiono reportaż o Japończyku, którego ukochaną jest podłużna poduszka z poszewką, na której wydrukowana jest jego ukochana postać z jakiejś kreskówki. Żyją sobie szczęśliwie, razem chodzą na spacery, oglądają telewizje i uprawiają seks. Tak, uprawiają seks! A raczej ukochany uprawia, zmieniając co jakiś czas poplamioną poszewkę. Szok? U nas tak, w Japonii już się pewnie do tego przyzwyczaili. Głównymi nabywcami anime- i manga-gadżetów są czterdziestoletni ojcowie i mężowie, a cały ten rynek wart jest 10 miliardów dolarów. Jako, że wiele kobiet nie jest zaspokajana przez swoich małżonków - prosperity przeżywa męska prostytucja. Oficjalnie prostytucja w Japonii jest zakazana dlatego wynajęci panowie dla niepoznaki pokrywają cześć kosztów takiego intymnego spotkania.
Można powiedzieć, że Japończycy dostosowali się jakoś do nowej rzeczywistości i mogą sprawiać wrażenie zadowolonych - więc w czym tkwi problem? W ujemnym przyroście naturalnym. Za 40 lat liczba „młodych produkcyjnych" pracujących na emerytury „starych poprodukcyjnych" (tak, tych którzy będą siedzieć w domu z depresją) zmniejszy się o połowę. Jeśli Japonia jakoś wytrzyma ten kryzys to w 2100 roku liczba Japończyków będzie o połowę niższa (obecnie 128 mln).
Wydaje mi się, że Japończycy trochę się zapędzili. Oni pędzą od stu lat. Gwałtowny rozwój przemysłowy ostatnich dekad wyczerpał całe pokolenia. Komputeryzacja, informatyzacja, "internetyzacja" legły u podstaw rozkładu podstawowych więzi społecznych. Ten ultranowoczesny świat jaki zbudowali sobie Japończycy został skonfrontowany z cały czas obecnymi w społeczeństwie japońskim konserwatywnymi wartościami, z zasadą patriarchatu na czele. Jednak ultranowoczesny, zapracowany mąż i ojciec już dawno przestał wywiązywać się ze swoich obowiązków. Japońskie szkoły od stu lat są fabrykami robotów zaprogramowanych na kilkunastogodzinny dzień pracy. Te roboty nie zostały nauczone jak budować relacje społeczne czy w końcu po co jest prokreacja.
Uważam Japonię za królika doświadczalnego ludzkości. Japończycy jako pierwsi zapłacą cenę za nadmierny rozwój, za zbyt szybkie tempo życia. Świat cały czas się rozwija ale gdzieś muszą być granice. Japonia te granice przekroczyła lub właśnie ją przekracza. Japonia osiągnęła najwyższy poziom technologiczny, który polega głównie na postępującej wirtualizacji ("internetyzacji") i zniekształceniu stosunków międzyludzkich, ze stosunkami płciowymi włącznie, co w perspektywie czasu może okazać się katastrofalne.

---
Łukasz Dudek - blog
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
CO MYŚLĄ EMERYCI O SEKSIE--RZĄD DYMA NAS CODZIENNIE !!!!!
szybka pożyczka